dzień 2 – Wenecja z Casanovą w tle

Wenecja była pierwszym miejscem docelowym na mapie podróży liczącej 3600 km. Dystans mieliśmy pokonać ze zorganizowaną wycieczką z biura w dwa tygodnie. Po 15. godzinnej jeździe w autokarze, zmęczeni, ale pełni radosnego podniecenia postanowiliśmy nie dać się czającemu się z tyłu głowy głosowi, który nieodparcie podpowiadał, że wszystko, czego w tej chwili potrzebujemy to porządna kąpiel i sen. W końcu znaliśmy plan i wiedzieliśmy, że te wakacje to będzie ciężka, ale satysfakcjonująca wyprawa. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że prysznic i nocowanie w hotelach nie będą gwarancją naładowania akumulatorów. Każdy postój miał być w swoim założeniu czasem na zebranie sił do dalszego eksplorowania Włoch. O tym jak bardzo rozminęliśmy się w naszych wyobrażeniach mieliśmy się dopiero przekonać.

W autokarze wyskoczyłam z grubszych ubrań zamieniając je na szorty i t-shirt. Pełne buty zastąpiły turystyczne sandałki ze skóry, z wyprofilowaną podeszwą, cud patentem nie pozwalającym stopom pocić się. Wydałam na nie (z bólem serca) kilka stów, ale chylę czoła przed Magdą B., która mnie na ten wydatek namówiła – było warto. 

Autokar porzuciliśmy na parkingu przy Piazza Roma i udaliśmy się na dworzec wodny, gdzie wsiedliśmy do vaporetto (wodnej taksówki) – najpopularniejszego środka transportu.

Płynąc pół godziny Canale Grande naszym oczom powoli ukazywała się panorama miasta  na wodzie (Wenecja to nie tylko kanały, ale także cześć lądowa), następnie wyłoniła się Piazetta – wodna brama miasta. Całą grupą dreptaliśmy za przewodniczką łapczywie chłonąc widoki i słuchając opowieści o tym pięknym mieście. Nie wiem już, czy bardziej byliśmy zainteresowani, czy zmęczeni i… stało się. 

Szczęśliwie zagubieni

Tak, zgubiliśmy się. Najpierw mój mąż, który zapatrzył się (już nie wnikam na co) i w poczuciu pełnego bezpieczeństwa słysząc głos przewodniczki w radyjku (przez cały wyjazd korzystaliśmy z mobilnego systemu radiowego Guide Tour) oddalił się od grupy. Słyszał o czym przewodniczka opowiada, ale pojęcia nie miał, gdzie się znajdujemy. To był moment, w którym skoncentrowałam się na Aman Canal Grande, XVI-wiecznym pałacyku przekształconym w hotel, w którym odbyło się przyjęcie weselne George’a Clooney’a i jego narzeczonej Amal Alamuddin. Uroczystości trwały cztery dni i dały się we znaki mieszkańcom. Pierwotnie chciano zamknąć Canale Grande, ale odstąpiono od tego pomysłu wskutek protestów ludności, gdyż w Wenecji nie ma ruchu samochodowego, a pływanie kanałami jest podstawowym środkiem komunikacyjnym. Sam hotel nie zrobił na mnie większego wrażenia, raczej moment, w którym zorientowałam się, że Clooney ma już żonę, za to ja nie mam męża. Chwilę potem czerwona bandamka na jego głowie wyłoniła się z tłumu i szczęśliwie, choć z zadyszką, ruszyliśmy dalej.

Czas wolny postanowiliśmy wykorzystać na szwędanie się gdzie nas oczy poniosą i chłonięcie weneckiej atmosfery w uroczej kawiarence. Tym sposobem przemierzając kwartały kupieckie trafiliśmy w ślepą uliczkę i sfilmowaliśmy taki oto cudny widoczek.

Plac św. Marka 

Plazza San Marco znajduje się w najstarszej zabytkowej części miasta. Ściagają do niego wszystkie wycieczki; często jest punktem zbiórki. Otaczające go arkady stanowią schronienie przed słońcem i dają chwilę wytchnienia, gdyż można przysiąść na krawężniku (siadywanie w takich miejscach jest typowe dla turystów, jedynie w pobliżu kanałów zabraniały tego służby porządkowe). Sam plac często zalewany jest wodą, szczególnie zimą. Niestety wpisana na listę UNESCO Wenecja  jest systematycznie podtapiania przez morze i szacuje się, że przyjdzie taki moment, w którym zostanie całkowicie zalana. Plac powstał w momencie wybudowania Bazyliki, w której złożono szczątki św. Marka wykradzione w 828 roku z Aleksandrii przez kupców weneckich. 

Plac św. Marka otaczają Prokuracje: Stara i Nowa, a łączy je Skrzydło Napoleona – wybudowane na jego polecenie. Prokuracje były siedzibą weneckich urzędów. Dziś wynajmują je firmy, między innymi znane Towarzystwo Ubezpieczeniowe, które w swoim logo ma lwy (symbol Republiki Weneckiej). 

Pomiędzy Prokuracjami znajduje się dzwonnica, do której przylega wieża zegarowa z łacińską sentencją mówiącą o tym, że zegar odlicza tylko szczęśliwe godziny. 

Od strony morza na placyku przylegającym do Bazyliki (Piazzetta di San Marco) wyłaniają się dwie kolumny przywiezione z Konstantynopola w XII w. Na szczycie jednej z nich stoi figura św. Teodora, a na drugiej lew św. Marka. Placyk św. Marka był miejscem spotkań weneckich polityków, pomiędzy kolumnami zaś dokonywano egzekucji.

Plac i Placyk św. Marka tworzą literę L; Napoleon nazwał to miejsce Salą Balową Europy (chyba na wyrost). 

Bazylika św. Marka 

Wybudowana w 832 roku na potrzeby umieszczenia w niej szczątków św. Marka. Nieoficjalnie mówi się, że spłonęły w trakcie pożaru w roku 976. Na fasadzie umieszczono kopie czterech  koni przywiezionych z Konstantynopola (oryginały znajdują się w muzeum). Wielokrotnie przebudowywana, jednak bez wpływu na pierwotny zarys. Bazylika stworzona została na planie krzyża greckiego z wyraźnym wpływem architektury islamu. Wnętrze bogato zdobione mozaikami (zakaz fotografowania, choć w większości kościołów mozaikom można robić zdjęcia; bezwzględny zakaz dotyczy fresków). Skarbiec kryje kosztowności i dzieła sztuki pochodzące z IV krucjaty. Za głównym ołtarzem umieszczono Pala d’Oro (Złoty Ołtarz) budowany systematycznie od X do XIV wieku. 

Zwiedzanie Bazyliki poprzedza kolejka (trzeba odstać średnio 40 minut), jest całkowicie bezpłatne (nie licząc wejścia na górną galerię) i obwarowane zakazem wnoszenia większych toreb i plecaków. Jeśli takie posiadacie, możecie wcześniej oddać do darmowej przechowalni bagażu na Calle San Basso (boczna ściana budynku Prokuratorii Starej). Oczywiście jak w każdym świętym miejscu straż sprawdza przyodzienie: nie przejdą odkryte ramiona i krótkie spódniczki, czy spodenki. Oczywiście bardziej restrykcyjne wymogi dotyczą pań. Najlepszym rozwiązaniem jest przywiązanie sobie na stałe do torebki chusty i okrywanie się nią. To praktyczne rozwiązanie jest pomocne także w sytuacji, kiedy słońce zbytnio przypiecze ramiona lub głowę. 

Most Cycków vs. Most Westchnień 

Wenecja to miasto kanałów. Ruch samochodowy jest tu zakazany, a najskuteczniejszym sposobem transportu jest vaporetto (wodny tramwaj). Kanały łączą ze sobą mosty, których liczba przekracza 400. Najstarszym z nich jest Ponte di Rialto. Przed nim istniał most drewniany, w części środkowej zwodzony, który zawalił się pod ciężarem zgromadzonego tłumu. Do podobnego zdarzenia mogło dojść podczas ślubu George’a Clooney’a, kiedy to tłumy oblegały każdy jego skrawek próbując dostrzec przepływającą młodą parę (zresztą wtedy wszystkie większe mosty wyglądały podobnie). 

Nie sposób nie wspomnieć o Moście Cycków – Ponte delle Tette. Jego nazwa wzięła się od nagich biustów kobiet lekkich obyczajów, które w XVI wieku wysiadywały w oknach kamieniczek i pałaców, wabiąc biustami przechodzących młodzieńców.

Z kolei Most Westchnień – Ponte dei Sospiri to obowiązkowe miejsce na selfie i pamiątkowe zdjęcie zakochanych par. Cóż… dość osobliwe, bo z miłością ma niewiele wspólnego.  Most miał na celu sprawną komunikacje pomiędzy obradującym w Pałacu Dożów Trybunałem Kryminalnym a więzieniem.  Przechodzacy przez niego skazańcy mogli ostatni raz zobaczyć promienie słońca przed odsiadywaniem wyroków, albo straceniem. Być może ukochane wyzdychały na widok swoich oblubieńców. W każdym razie pocałunek pod nim raczej nie gwarantuje rychłego ślubu (choć to właśnie obiecują przewodnicy). A może chodzi o Casanovę, który przez inkwizycję pod pretekstem stosowania czarów został skazany na kilka lat odsiadki pod ołowianym dachem Pałacu Dożów? 

Most zaprojektowany w 1614 przez Antonia Contina jest najbardziej znanym na całym świecie. Wnętrze mostu jest udostępnione dla zwiedzających muzealne wnętrza Pałacu Dożów. Wewnątrz znajdują się dwa oddzielone korytarze: jeden dla tych, którzy szli po wyrok, drugi dla tych, którzy odzyskiwali wolność. Z zewnątrz można go oglądać m.in. płynąc gondolą przez Kanał Pałacowy lub z sąsiedniego mostu – Ponte della Paglia.

Pałac Dożów

Palazzo Ducale był rezydencją dożów (władców Wenecji), siedzibą sądów, administracji i policji. To arcydzieło gotyckie z licznymi koronkowymi łukami. Powstał w miejsce bizantyjskiego zamku w 814 roku. Od tego czasu wielokrotnie przebudowywany, co skutkowało dodawaniem nowych elementów o odmiennej stylistyce. Dziś możemy podziwiać jego trzy kondygnacje z renesansowym dziedzińcem i arkadowymi loggiami. Płynąc Canale Grande wyróżnia się znacząco i jest żelaznym punktem zwiedzania. Nam niestety pozostało z zewnątrz rzucić okiem na jego fasadę, ale przyznaję, że do dziś pozostaję pod jego urokiem. Pod ołowianym dachem w celi na tyle niskiej, że uniemożłiwiała swobodne wyprostowanie się wyrok 5. lat odsiedział Casanova.  

 

Giacomo Girolamo Casanova  

Niemały dreszcz emocji pojawia się na myśl, że na tutejszych balach pewien uwodziciel Giacomo Casanova dokonywał podboju niewieścich serc. Ten europejski awanturnik wychowywany przez babkę w dzieciństwie uchodził za opóźnionego umysłowo. Dzięki czarownicy z wyspy Murano, która wyleczyła go z krwotoków nosa odmienił się jego los. Jako dziesięciolatek został wysłany na naukę do Padwy, gdzie w wieku 12. lat przeżył swoją pierwszą inicjację seksulaną. Studiował w Padwie i na tamtejszym uniwersytecie jako szesnastolatek zdobył (jak sam twierdził) dwa tytułu doktorskie. Wiek nie ma tu nic do rzeczy, gdyż nie przystają one do dzisiejszej rangi. Wstąpił do seminarium duchownego, skąd po dwóch tygodniach został wydalony, gdyż dwukrotnie nakryto go w łóżku z innymi seminarzystami. Całe życie Casavony to wieczne podróżowanie, ukrywanie się z powodu długów i utarczek na tle sercowym. Przebywając w Polsce wdał się w pojedynek na pistolety z Franciszkiem Ksawerym Branickim (powodem była włoska tancerka Teresa Casaci). W obronie ciężko rannego w brzuch Branickiego stanęłi jego koledzy, tak że Casanova ukrywał się w klasztorze reformatów. Popadł w niełaske króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i w 1766 został wydalony z Polski. Chyba nie wspominał naszego kraju przyjaźnie. Twierdził, że nasza płeć piękna jest brzydka, a Polacy choć generalnie uprzejmi, to nie rozumieją, że spory jeden na jednego trzeba rozstrzygać bez angażowania posiłków w postaci gromady koleżków. 

Po co warto wrócić   

Kilka godzin na Wenecję to stanowczo za mało, żeby mieć poczucie zwiedzenia tego miasta. Udało nam się jednak uchwycić klimat Wenecji i wiemy co chcielibyśmy zobaczyć dokładniej, jeśli przyjdzie nam jeszcze do niej wrócić.

Galeria Akademii założona w 1750 roku przez Gian Battistę Piazettę z pracami Leonarda da Vinci, Tycjana i Canaletta.

Złoty Dom Ca’d’Oro najpiękniejszy pałac w stylu gotyku weneckiego ze zbiorami sztuki średniowiecznej.

Ca’Rezzonico barokowy pałac-muzeum ukazujący sztukę VIII w. Wenecji.

Kościół Santa Maria Della Salute wybudowany jako wotum wdzięczności dla Maryii Panny za powstrzymanie epidemii dżumy. 

Wenecja kojarzona przeze mnie dotychczas z idealnym miejscem dla zakochanych została odczarowana. Nie da się ukryć, że w okresie letnim ma swój specyficzny zapach, miliony turystów, hałas rodem z targowiska miejskiego. Pływanie gondolą to atrakcja uznawana tu za snobistyczną ze względu na cenę. Półgodzinny rejs kosztuje około 70 euro (mieści maksymalnie 6 osób). Warto podkreślić, że przez 900 lat gondolierami byli wyłącznie mężczyźni. W 2010 roku pani Giorgia Boskolo ukończyła 400 godzinny kurs zwieńczony pozytywnie zdanym egzaminem i jest pierwszą kobietą wykonującą ten zawód. Nie bez trudności jak sądzę; gondole mają 11 metrów długości, 1,75 m szerokości i sterowane są jednym wiosłem.

Wenecja na pewno jest ważnym elementem podróży, ale nie poświęciłabym jej całego urlopu. No, chyba że miałabym szansę zgubić się w niej na dłużej…