dzień 5 – Neapol

Zobaczyć Neapol i… wrócić!

Przy wjeździe do Neaopolu powiatło nas powiewające na wietrze pranie. Oczy nam się uśmiechały na ten widok, ale nie sposób było nie zwrócić uwagi na zalegające wszędzie hałdy śmieci. Tak więc nakazano nad nie patrzeć pod nogi, żeby nie psuć sobie doznań.  Problem narastał dzięki tamtejszej mafii. Camorra skupia się na przejmowaniu środków publicznych, nielegalnych interesach, praniu brudnych pieniędzy, ściąganiu haraczy. Neapol jest ogromnym miastem, które praktycznie utonęło w śmieciach. Camorra od lat kontrolowała intratny przemysł „śmieciowy”, intratny również dlatego, że odpady składowane były na nielegalnych wysypiskach, spalane, zakopywane i wrzucane do morza, więc płacono symbolicznie za mało wykorzystywane publiczne wysypiska śmieci. Kiedy kilka lat temu zorganizowano przetargi, które wygrały firmy niezwiązane z mafią, w wyniku zastraszeń i morderstw wywóz śmieci stanął. Neapol został praktycznie sparaliżowany. Dopiero nowo wybrany premier Silvio Berlusconi zorganizował sprzątanie miasta – wysłał wojsko, które pomimo protestów wojskowych, zobligowane było oczyszczenie miasta ze śmieci. 

Neapol posiada chyba niezliczoną ilość uliczek, a każda z nich jest piękniejsza. Najmniejszy zaułek kryje rzemieślników, którzy wytwarzają swoje produkty, na przykład elementy ozdobne do szopek bożonarodzeniowych. 

Z wielu punktów widokowych widać Wezuwiusz, który podczas naszej wizyty płonął. Został zamknięty dla turystów, ale nie ma tego złego, ponieważ wybralismy się na inny czynny wulkan Solfatara. 

Via Toledo to tętniąca nocą uliczka; w Museo Archeologico Nazionale zgromadzono znaleziska Pompejów. Nie byliśmy ich oglądać, za to dobrych kilka godzin poświęciliśmy na Pompeje, które leżą pół godziny jazdy od Neapolu. 

Zamki i pałace w Neapolu

Jednymi z największych zabytków w Neapolu są tutejsze zamki i pałace.

Niepozornie wyglądający z zewnątrz Palazzo Reale, czyli pałac królewski, który z zewnatrz przypomina zwykły urząd. 

Castel Nuovo urósł do rangi wizytówki miasta, wszystko to za sprawą charakterystycznego kształtu budynku i bujnej historii. Był królewską siedzibą zanim nie wybudowano bardziej wystawnego Palazzo Reale. Zamek przetrwał liczne oblężenia, spiski, kilka królewskich dynastii, a obecnie mieści się tutaj Museo Civico di Castel Nuovo. 

Castel dell’Ovo, potocznie zwany też Zamkiem Jajecznym. Według legendy zamek swoją nazwę zawdzięcza poecie Wergiliuszowi, który rzekomo posiadał magiczne jajko. Po jego śmierci jajko zostało umieszczone w fundamentach, by dodatkowo wzmocnić budowę. Sam Castel dell’Ovo położony jest na malutkiej wysepce połączonej z Neapolem kilkudziesięciu metrową groblą. 

Castel Sant’Elmo. Kiedyś była to średniowieczna forteca, dzisiaj z jej murów podziwiać można najpiękniejszy widok na miasto, Zatokę Neapolitańska i Wezuwiusza. 

Wrażenie robi również ogromna Basilica Reale Pontificia San Francesco da Paola przy Piazza del Plebiscito, które kojarzą się z Watykanem.

 

Stolica pizzy!

Pizza neapolitańska jest zastrzeżona przez Komisję Europejską jako wyrób tradycyjny i musi być przygotowywana według ścisłych zasad i określonej receptury. Między innymi ze specjalnej mąki, sera mozzarella z mleka bawolego, lokalnych pomidorów, grubość ciasta nie może przekraczać 3 mm, a piecze się ją przez 60-90 sekund w temperaturze prawie 500 stopni, w piecu opalanym drewnem dębowym.

Spróbowaliśmy i zdecydowanie polecamy neapolitańską kawę. Nigdzie we Włoszech nie piłam lepszej, a jak wiadomo Włosi parzą najlepszą kawę na świecie. Zawęziłabym tę teorię do Neapolitańczyków. Co nas bardzo zainteresowało to fakt, że w pizzerii wisiał portret Mamy właściciela. Włosi bardzo dużę wagę przywiązują do tradycji rodzinnych. 

________________________________________

Nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Neapol liźnięty jak cukierek w papierku to gwarancja naszego powrotu do tego szalonego, gwarnego, hałaśliwego, cudownego miasta!