Plan pobytu Tajlandia

Plan pobytu w Tajlandii kształtował się bardzo długo i modyfikowany był prawie do ostatnich chwil. W sumie w dwa tygodnie drogą lądową pokonaliśmy 1120 km., byliśmy w 6 miastach (dwóch krajach).

Kiedy już zapadła decyzja, że wyruszamy do Tajlandii jednym z najtrudniejszych (i najbardziej wciągających) zadań było przygotowanie planu pobytu. Miałam wrażenie, że jestem w środku wielkiego huraganu, nic nie widzę, a wszystkie relacje, które czytałam nakładały się na siebie powodując jeszcze większy kocioł. Trzeba to było jakoś usystematyzować. Zaczęłam od spojrzenia na mapę i przyjrzenia się miejscom, do których chcemy dotrzeć. Wiele było rozrzuconych po całej Tajlandii i wiedziałam już, że wstępne założenia trzeba mocno zweryfikować opierając się o fakty geograficzne. Oczywiście spore dystanse najszybciej można pokonać samolotami, ale podbijają one koszty i pozbawiają uroku  takiego podróżowania, jakie sobie wyobrażaliśmy. Zakładaliśmy, że te odcinki, które uda nam się pokonać lokalnymi środkami transportu zbliżą nas do Tajlandii prawdziwej, a nie tej oglądanej z okien klimatyzowanego autobusu dla VIPów. 

Punkty obowiązkowe

Dwa tygodnie to bardzo krótko, dlatego musieliśmy mocno ścinać pomysły i ograniczyć się do kilku miejsc tak, żeby wyjazd był satysfakcjonujący, wyczerpujący, ale możliwy do wykonania bez spędzania większości czasu na transportach. Największą moją potrzebą było zahaczenie o Kambodżę i to nie samolotem, nie nocnym autobusem, ale pociągiem.  Będąc w Bangkoku nie można przejść obojętnie nad możliwością zwiedzenia strożytnej stolicy 80 km na północ – Ayutthaya.  Kilka dni musieliśmy  wygospodarować także na wyspę i tu decyzja padła na najbliższą i najmniejszą, jaką udało mi się znaleźć na mapie, w dodatku całkowicie zapomnianą przez turystów – Koh Sichang (100 km od Bangkoku). 

O urokach/mękach podróżowania w te kierunki, wielkich duchowych odkryciach, medytacji i wędrówce w głąb własnej duszy poczytacie w osobnych wpisach.  

W sumie w dwa tygodnie drogą lądową pokonaliśmy 1120 km, byliśmy w 6 miastach (dwóch krajach) i po wszystkim mogę powiedzieć, że powinniśmy wyciąć w ogóle Pattayę próbując dostać się z Kambodży na wyspę od razu (bez noclegu w Pattaya). Samą Kambodżę (konkretnie Siem Reap) zmniejszyłabym o jeden dzień lub wykorzystała ten dzień na wodospady. Powrót do Warszawy też nie musiał zahaczać o dwa ostatnie dni w Bangkoku. Wystarczyłoby tylko przespać się w nim, a nie dodawać dnia na zwiedzanie. Mogliśmy ten dzień spędzić na wyspie… ach… 

Spotkałam się z radą, żeby zwiedzanie Bangkoku zostawić na ostatnie dni. Dla mnie lepszym rozwiązaniem było zostać w tym mieście na początku, poczuć trochę klimat, poruszać się i nabrać swego rodzaju swobody. 

PLAN POBYTU

dzień 1 – Warszawa (wylot)

dzień 2 – Bangkok (aklimatyzacja)

dzień 3 – Bangkok

dzień 4 – Ayutthaya (starożytna stolica)

dzień 5 – Bangkok / Kambodża (Siem Reap)

dzień 6 – Pływające wioski na jeziorze Tonle Sap

dzień 7 – Kompleks świątyń Angkor Wat

dzień 8 – Kompleks świątyń Angkor Wat + wyjazd na wieś

dzień 9 – Kambodża / Pattaya (Tajlandia)

dzień 10 – Pattaya / Koh Sichang (wyspa)

dzień 11 – Koh Sichang

dzień 12 – Koh Sichang

dzień 13 – Koh Sichang / Bangkok

 dzień 14 – Bangkok

dzień 15 – Bangkok (wylot)

dzień 16 – Warszawa