Dlaczego boimy się zmian w życiu

Każdy z nas prowadzi JAKIEŚ życie – mniej lub bardziej satysfakcjonujące, pytanie dlaczego boimy się zmian w życiu?

Rozpamiętujemy czas miniony i zastanawiamy się jak wyglądałoby nasze tu i teraz gdybyśmy podjęli inne decyzje. Nie ma chyba osoby, która byłaby zadowolona ze wszystkiego, co ją spotkało. Dotyczy to zarówno życia osobistego, jak i zawodowego. Z obawy przed porażką tkwimy w rzeczywistości, która jest taka, a nie inna, czasem nie najgorsza, czasem ciężka, ale żywimy przekonanie, że mogłoby być inaczej (czytaj: lepiej). Niewielu jednak odważa się na radykalne kroki, ponieważ wiążą się z ryzykiem porażki. Tymczasem zmiany na lepsze wcale nie muszą być przełomowe. Po co rzucać się z motyką na słońce? Zacznijmy od małych kroków, a kiedy nabierzemy wiary, poczujemy wiatr, wypłyńmy na otwarte wody. 

Opuść strefę komfortu

Największym problemem w przezwyciężeniu własnych ograniczeń jest wyjście ze strefy komfortu. Tak, bo pomimo niewygody to, co nas otacza jest znajome, oswojone i bezpieczne. Potrafimy poruszać się po grząskim gruncie, znamy go na wylot i kiedy trzeba robimy odpowiednie zwroty i uniki. 

Wielokrotnie przekonałam się, że podążanie ku wyznaczonym celom rodzi sprzeciw otoczenia. Dlaczego? Ponieważ wpływa to także na nich samych. Jeśli postanowisz zrzucić kilka kilogramów i (nie daj Boże) zbijesz wagę, to Twoja koleżanka nie będzie miała wymówek dla swojego lenistwa, a na Twoim tle wypadnie blado. I wcale nie chodzi o element rywalizacji (zakładam, że zmiany wprowadzasz dla siebie, a nie na pokaz), ale uświadomienie ludziom, że DA SIĘ. To w nas tkwi siła sprawcza i tylko od naszego uporu, wytrwałości (zapamiętaj to słowo) zależy rezultat. 

Trzy opcje dla nieszczęśliwego związku 

Wyobraźmy sobie, że tkwisz w nieszczęśliwym związku. Nie wnikajmy przez chwilę kto jest winien (nie okłamuj się, Ty też masz w tym udział). Co  możesz zrobić? Masz trzy opcje:

  • starać się temu przeciwdziałać, porozmawiać szczerze z partnerem, pójść na terapię, zrobić rachunek sumienia i przyznać do własnych błędów, generalnie zrobić cokolwiek, byle ruszyć sytuację naprzód,
  • jeśli to nie pomogło i dojrzałaś/dojrzałeś do decyzji o rozstaniu przejść przez ten trudny moment,
  • narzekać i liczyć, że to partner/partnerka się zmieni, a przy okazji lizać rany w samotności lub co gorsza publicznie wywlekać żale.

Którą opcję wybierasz? W ciemno strzelam, że nawet jeśli wybrałaś pierwszą lub drugą, to i tak teraz, w tym momencie, w tej chwili jesteś przy wariancie numer 3. Smutne to, ale niestety najczęściej spotykane. Lubimy ponarzekać, pochylić się nad własnym smutnym losem, bo świat jest taki nieprzyjazny, mąż znowu nie wyrzucił śmieci, a ja wszystko sama i sama. 

Uzależnienie partnera

Osoby, których partner (partnerka) jest uzależniony od alkoholu paradoksalnie obawiają się życia z trzeźwym mężem (żoną). Statystyki pokazują, że związki, w których ktoś poradził sobie z nałogiem często rozpadają się. Wynika to z tego, że choć jest nam źle, kiedy mąż (żona) pije,  nie mamy wsparcia,  w pojedynkę zajmujemy się dziećmi, świecimy oczami przed sąsiadami, to jednak ZNAMY to zagadnienie, wiemy JAK radzić sobie ze wszystkim samemu, więc kiedy partner (partnerka) zacznie trzeźwo myśleć mamy przed sobą osobę, z którą musimy się liczyć, musimy słuchać. Osobę, która już nie jest zależna od nas, której (być może) przestaniemy być niezbędni. Bywa, że po traumie uzależnienia orientujemy się, że żyjemy z kimś innym, niż ten (ta), który był przy naszym boku przez lata. Na pocieszenie powiem, że statystycznie rzecz ujmując więcej związków rozpada się z powodu alkoholu, niż wyjścia z nałogu.

Podkreślam fakt, że podjęcie walki o siebie przez osobę pijącą samo w sobie zasługuje na podziw i jest najlepszym dowodem na to, że zmiany są możliwe, choć skutki dla niej samej i najbliższego otoczenia mogą być zgoła odmienne.

Wypalenie zawodowe

Lubisz swoją pracę? Minęło kilka lat, a Ty nadal budzisz się rano z uśmiechem i czujesz, że rozpiera Cię energia, z niecierpliwością czekasz na to, co czeka Cię dziś w firmie? Wspaniale! Znaczy, że jesteś wyjątkiem. Badania mówią, że po 2-3 latach tracimy zapał i nie chcąc się wypalić doszczętnie powinniśmy poszukać sobie miejsca w strukturach innego przedsiębiorstwa. Ale, ale! Zakładając, że uda nam się znaleźć coś interesującego ryzykujemy, że nie spełnimy oczekiwań pracodawcy i po okresie próbnym przyjdzie nam na biegu szukać czegokolwiek, byle tylko starczyło na rachunki i suchy chleb. Nie lubimy swojego szefa, kolegów, klientów, monotonii, przewidywalności, ale przecież to NASZE  miejsce pracy, nasi współpracownicy. Dobrze wiemy czego się po nich spodziewać, ze sposobu w jaki dyrektor powie “dzień dobry” już wiemy, czy istotnie będzie dobry, czy nie. Poza ryzykiem utraty comiesięcznej pensji boimy się stawić czoło nieznanemu. Wymagałoby to od nas zaangażowania w tematy, które nie są nam znane, dokształcenia się, przyswojenia dodatkowej wiedzy, rozeznania nowej branży. Dlatego siedzimy cicho i spoglądamy na zegarek odliczając czas do końca zmiany. Nagrodą będzie określona kwota na koncie z końcem miesiąca. A że za mała? No tak, nie doceniają Cię, ci niedobrzy, ci źli. 

Odetchnij i… zacznij działać. 

Czy ja mówię, że masz przekreślić wszystko, co dotychczas zdobyłeś? Miejsce, w którym aktualnie jesteś wymagało od Ciebie trochę wysiłku (chyba, że rodzice podarowali Ci firmę, która sama na siebie zarabia, a Ty żyjesz jak król – uważaj, bo wszystko ma swój kres). Weź Ty człowieku siądź spokojnie, zaparz zieloną herbatę, włącz ulubioną muzykę i odetchnij. Jesteś człowiekiem, który ma realny wpływ na kierunek własnego życia. Zaufaj sobie. 

Dlaczego boimy się zmian w życiu

Znam historię, kiedy pewna kobieta postanowiła odejść od męża. Rodzina próbowała odwieźć ją od tej decyzji argumentując: no przecież nie pije i nie bije.

Kurtyna.