Pierwsza jazda na motocyklu

Kupiłam. Pierwszy motor. Małe cacko 125 cm, dobrze wyważony cruiser (nogi nie dyndają). Pierwsza jazda na motocyklu po osiedlowym parkingu za mną. I powiem Wam tak:

w życiu nie sądziłam, że to takie TRUDNE.

Mamy za sobą eskapadę po Rumunii (jeździłam w charakterze plecaczka). Przejechaliśmy Trasę Transfogaraską i Transalpinę naprzemiennie w deszczu i słońcu. Bywało ryzykownie, kiedy podczas ulewy wpadliśmy w koleinę i próba przecięcia jej w połowie mogłaby skończyć się wywrotką. Podjazd pod Transalpinę to kilka kilometrów szutrową drogą, gdzie przebicie opony lub pośliźnięcie się na żwirze nie byłoby zaskakujące.

Dopiero teraz rozumiem jakim herosem jest mój mąż.

Podziwiałam śmigających motocyklistów, których widok w tym rejonie Rumunii nikogo nie zaskakuje. Zwyczaj pozdrawiania się motocyklistów (machania do siebie łapą) złapał mnie za serce. Wcześniej nie odważyłam się odmachiwać mijającym nas kierowcom, ponieważ myślałam, że nie należę do tego środowiska. W Rumunii przeszłam metamorfozę. Poczułam się częścią tej społeczności. Nawet, jeśli tylko taką trochę przyklejoną na tylnym siodełku.   

Pierwsza jazda na motocyklu

Zakochałam się w motorach

Postanowiłam kupić sobie swój własny po powrocie, choć próba utrzymania Yamahy DragStar 650 cm3 nie miała happy endu (sprawdź sam na filmiku).  Przepisy drogowe dopuszczają możliwość prowadzenia motoru o pojemności silnika do 125 cm3 z kategorią B, którą  posiadam od 25 lat. Kurs na kategorię A odłożyłam do przyszłego roku. Co prawda ze smutkiem, bo uważałam, że taki słabiutki silniczek nie jest mnie godny i powinnam się szarpnąć na potężniejszą maszynę. Zdrowy rozsądek mojego męża ostudził mój zapał. Kategorycznie odmówił wzięcia udziału w zabawie pt.

„będę królową ścigacza wywijającą piruety”

A teraz, kiedy mam za sobą pierwszą godzinkę na osiedlowym parkingu, kiedy to jeździłam w kółko i wzięcie zakrętu bez przecinania osi jezdni było przeszkodą nie do pokonania zastanawiam się, koledzy motocykliści:

jak wy to robicie? Jak można myśleć rękami?

Ja cholera gazu dodaję nożnym hamulcem (w motocyklu tylny hamulec jest pod prawą stopą, a w samochodzie w tym miejscu znajduje się pedał gazu). 

Jestem zadaniowcem i wiem, że ujeżdżę tą maszynę. Dam radę. Ale gdybym miała szansę spróbować ZANIM go kupiłam, to chyba pierwszy raz w życiu bym się przestraszyła, a z natury strachliwa nie jestem.

Zachowywałam się jak dziecko, które chce cukierka (teraz, teraz, kup mi!!!), a mam ponad 40 lat. Gadałam o ścigaczu, cudach niewidach i żadne racjonalne argumenty do mnie nie trafiały. Oczyma wyobraźni widziałam jak kładę się na zakrętach i w ogóle jestem taka cool. A teraz? Za mną pierwsza jazda na motocyklu. Jestem lekko wystraszona. Teraz wiem, że zanim wyjadę na ulicę między samochody, to dużo wody upłynie. Boli mnie wszystko: ramiona, dłonie, a przede wszystkim ego. Miałam być mistrzem kierownicy, a zakręcam taaakim kołem. Ruszyć – ruszę, ale zatrzymać się i nie zadusić silnika to już wyższa szkoła jazdy.

Mój kochany mąż twierdzi, że nie było źle i to normalne, że biorę duże zakręty. Wszystko przyjdzie z czasem. W końcu pierwszy raz dosiadłam źrebaka. Sama nie wiem, czy mu wierzyć.

Skakałam jak kogut przed walką, a teraz czuję się jak skopany szczeniak.

Ujarzmię go. Wiem to.

Tylko zejdzie mi dłużej, niż zakładałam. Pierwszy raz w życiu sytuacja mnie przerasta. Pierwszy raz. I dlatego to tak cholernie wkurza.

motocykl cruiser ZIPP RAVEN LUX 125 cm - pierwsza jazda