Easy Rider w spódnicy

Od niespełna miesiąca jeżdżę na swoim własnym motocyklu. Czarnego jak smoła cruisera naprzemiennie nazywam Bestią i Księżniczką, jakoś nie mogę się zdecydować. Kiedy przesiadasz się z tylnego siodełka i nie robisz już za “plecak” zaczynasz zwracać uwagę na detale. Tym sposobem postanowiłam zamienić mój (półotwarty) kask na szczękowy. Mniej więcej chodzi o to, żeby przestało mi tak cholernie wiać. Wyobraźcie sobie niewiastę, której nie dość, że wiatr w oczy, to jeszcze słońce prosto w twarz. Niewiastę, która nie potrafi jeździć na rowerze, a porywa się na motocykl. Mowa o mnie jakby co. 

Chciałam kupić kask

Udaję się ja dziś uszczuplić nieco stan portfela i zadbać o własny komfort. Podjeżdżam rumakiem pod sklep, parkuję przed wejściem i dumnym krokiem zmierzam ku dwóm panom w wieku (na oko) o połowę młodszych ode mnie. Cóż począć, jam ani młoda, ani porywająco piękna, szczupła też nieszczególnie, no taka babeczka przeciętna raczej. Niemniej postanowiłam zrobić wrażenie na panach. 

Uśmiech! 

Tak jest, wykrzywianie twarzy zawsze mile widziane. Rzucam spojrzeniem na regał po lewej, ale dobrze wiem jaki model mnie interesuje, bo przejrzałam ich stronę internetową.

Dzień dobry, możemy pomóc?

A jakże, myślę. Możemy sobie pomóc wzajemnie. Ja będę miała swój udział w osiąganiu targetu sprzedażowego panów dwóch, a oni w tłumieniu hałasu i wiatru podczas jazdy.

Chciałam kupić kask.

Uśmiech! Jest uśmiech. 

A jaki? 

– A czerwony.

Easy Rider w spódnicy 

Panowie zaniemówili. Tacy chętni do pomocy, a jak trzeba do regału podskoczyć, kask rozmiarem dopasować, to stoją jak słup soli. 

To znaczy niezupełnie czerwony. Widziałam w Interecie. Taki trochę czarny jeszcze musi być. 

Uśmiech! Jest uśmiech. 

Chłopcom pewnie zdarza się trudny klient, ale jak sobie poradzić z głupim, to  nie wiedzą. Postanowiłam wybawić ich z opresji.

Żartowałam. Szukam modelu (pada nazwa), z blendą, szczękowego,  integralnego. 

Nie myślcie, że ja taka mądra od urodzenia. Google mi pomogło zrozumieć różnice między poszczególnymi typami i wybrać najwłaściwszy dla mojego zastosowania. Mąż (motocyklista nr 1 w tej rodzinie) co prawda niepocieszony, bo ponoć uparłam się na taki, co to ścigaczom przystoi, a nie klasycznym cruiserom, ale ja tam swoje wiem.

Pośmialiśmy się chwilę, coś tam jescze dorzuciłam do koszyczka i nawet jednemu panu zostawiłam numer telefonu. Obiecał zadzwonić za kilka dni. Co prawda potwierdzić kiedy dotrze do nich zamówiony pokrowiec, ale nie bądźmy drobiazgowi (mało spostrzegawczym napiszę dużymi literami: ŻARTOWAŁAM). 

Dwa kaski, jedna głowa 

Dziarsko wyszłam na zewnątrz, ale znowu pojawił się problem. Dwa kaski, a głowa jedna. Przecież starego nie wyrzucę, tym bardziej, że intercom trzeba przepiąć do czerwonej strzały (czerwono-czarnej dla porządku dopowiem). Kufrów się jeszcze nie dorobiłam, więc próbuję zapakować strzałę do plecaka. Ni cholery. Wciskam z lewej, dociskam z prawej i dupa. Nie wlezie.

/autokorekta: dupa zamień na pupa, wlezie na wejdzie/ 🙂 

Mąż pilnie potrzebny 

Przez głowę przeskakuje mi milion myśli (dla ścisłości – cztery):

  • wrócić do panów i zostawić na przechowanie czerwoną strzałę
  • podjechać pod dom, przesiąść się do samochodu i z powrotem do sklepu
  • wymontować intercom i stary kask porzucić gdzie bądź
  • przymocować JAKOŚ do kierownicy/siodełka/siebie samej

Żadne z powyższych nie było mądre. Żadne. Pozostał telefon do przyjaciela, czyli motocyklisty nr 1 i wybaczającego wszystko Męża mego własnego. Postałam jeszcze chwilę udając, że od początku to planowałam i kiedy podjechał mój wybawiciel przekazałam czerwoną strzałę. 

Do domu udałam się samotnie. 

Kask do cruisera
Czerwona strzała

Model kasku wybrałam na własne ryzyko. Nie promuję tej konkretnej marki. Pojęcia zielonego nie mam, czy się sprawdzi. Artykuł nie jest sponsorowany. Nie sugeruję zakupu, nie zachęcam, nie zniechęcam. Ot, zdjęcie jak zdjęcie.