Twój czas się kończy. Zacznij ŻYĆ.

Czytając tego bloga możesz odnieść wrażenie, że poruszam się po powierzchni. Życie jest bardziej skomplikowane, niż historyjki z wakacji, a przecież takich tu sporo. Dlatego ten wpis będzie o śmierci, bo Twój czas się kończy. Zacznij ŻYĆ.

Tak, o śmierci. Możesz  nie czytać dalej, ale to niczego nie zmieni. Możesz uciekać w wir szalonego życia, okłamywać się, że Ciebie to nie dotyczy (przecież jesteś młody), zagłuszać myśli, które pojawiają się w Twojej głowie. Nie powiesz mi przecież, że nie zastanawiasz się czasem co dalej. Gdzie się podział człowiek, na pogrzebie którego byłeś tydzień temu. Co z jego duszą i czy dusza faktycznie istnieje. Czy relacje ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej są wynikiem chemii, jaka zaszła w ich mózgu, czy faktem.

Twój czas się kończy. Zacznij ŻYĆ.

Mamy taką tendencję, że uciekamy od trudnych tematów. O wiele przyjemniej jest skupić się na czerpaniu z życia pełnymi garściami. Nic w tym złego. Jednak dopuszczenie do siebie, że wszystko ma swój kres (także życie) może pomóc Ci żyć w sposób bardziej świadomy, głębszy. 

Wiesz, że umrzesz, nie wiesz tylko kiedy i w jaki sposób. Czy na pewno trafiają do Ciebie te słowa, czy czytasz je pobieżnie – tak, jak mechanicznie zaparzasz herbatę, albo zapalasz papierosa? A może wcale nie doszedłeś do tego miejsca, tylko po pierwszym akapicie zrezygnowałeś z lektury? Coś Ci zdradzę: nie liczę na szalone statystyki dotyczące tego artykułu. Piszę go po to, żeby zachęcić Cię do głębszego wejrzenia w siebie. Piszę także dla samej siebie, która tematu śmierci unikała jak ognia, ale wydarzyło się coś, co zmieniło mój stosunek do przemijania.

Nieważne, czy jesteś osobą silną, radzącą sobie perfekcyjnie z wyzwaniami, taką trochę “hop do przodu”, czy raczej wycofujesz się do swojej kryjówki z przekonaniem “siedź cicho, a znajdą Cię”. Każdy znajdzie się na drugim brzegu. Kiedyś. Myślisz, że Ciebie to nie dotyczy, że jeszcze masz czas. Witaj w klubie. Tylko widzisz, ja się z niego wypisuję.  Co takiego wydarzyło się w moim życiu, że otworzyłam oczy? Za moment powiem. Nie spodziewaj się jakiegoś ekstremum, to nie zabieg marketingowy, żeby utrzymać Twoją uwagę za wszelką cenę.

Chodzi o to, żeby się przebudzić. Jednym wystarcza religia. Inni muszą doświadczyć ciężkiej choroby, a pozostałym otwierają się oczy, kiedy z ich życia nieodwracalnie zniknie ktoś ważny. Jakże ciężko jest przebić się przez szum, który spycha nas jak najdalej od świadomości kresu doczesności. Niestety to dopiero początek. Kolejnym wyzwaniem jest oswojenie śmierci. Życie bez strachu, życie świadome.

Od nagłej śmierci zachowaj nas Panie

Nigdy nie rozumiałam tych słów. Sądziłam, że powolne umieranie to kara Boska. Lepiej, żeby ktoś wyłączył światło. Pstryk i po sprawie. Teraz mam wątpliwości. Zresztą to nieważne, bo ani Ty, ani ja, nie  mamy na to wpływu. Być może ktoś, gdzieś tam na górze, ma dla nas jakiś plan. Na ile nasze wybory wpływają na ten scenariusz? Ponoć Bóg dał nam wolną wolę, więc teoretycznie, nawet, jeśli zaplanował dla mnie długie życie, a ja postanowię skoczyć z dziesiątego piętra, to skończę jak wielka plama na chodniku i cały ten plan weźmie w łeb.

Moje nastawienie do Siły Wyższej jest niejednoznaczne. Zdecydowanie odcięłam się od kościoła i jego praktyk. Formalnie. Miałam taką potrzebę i zrobiłam to (przy braku akceptacji najbliższych). Teraz nie jestem związania z żadną religią. Czuję się wolna. Nie, nie namawiam Cię do tego samego. Wolna wola, pamiętaj. 

Nie mogę nazwać się ateistką, ale w  Boga przedstawianego mi w estetyce katolickiej nie wierzę. Już nie. I smutno mi z tego powodu. Czuję się oszukana i rozdarta. Przez tak wiele lat indoktrynowano mój umysł, że choć świadomie mówię NIE, to w chwilach zagrożenia przelatuje mi przez myśl “Panie Boże pomóż”. Potem mi wstyd. 

Ciekawi Cię, co takiego spowodowało, że na blogu o podróżach zamieszczam taki trudny materiał? A co musi się stać w Twoim życiu, żebyś zadał sobie pytanie:

Czy na pewno skupiam się na tym, co ważne?

Przypomnij sobie dzisiejszy poranek. Wcisnąłeś mocniej pedał gazu, bo jakiś palant wlókł się przed Tobą, a Ty spieszyłeś się na spotkanie z klientem? A może nawrzeszczałeś przez telefon na głupią telemarketerkę, która nie potrafi znaleźć jakiegoś produktywnego zajęcia i usilnie próbuje Ci wcisnąć darmowy odkurzacz w zamian za udział w prezentacji super luksusowego czegoś tam? Zobaczyłeś reklamę i postanowiłeś, że musisz to mieć. Będziesz się zaharowywał, a co tam, zasługujesz przecież na nowszy model. Żyjesz w przekonaniu, że pracujesz z idiotami, nikt Cię nie rozumie? A może czujesz się niedowartościowany i chcesz wszystkim pokazać na co Cię stać. Zgadłam? 

Odpuść

Nie, nie poddawaj się; zdobywaj w życiu szczyty, osiągaj wyznaczone cele, dąż do kolejnego sukcesu. Ciesz się ze wszystkiego, co już masz i nie bój się chcieć więcej. Należy Ci się. Pamiętaj tylko, że nie na tym polega życie. Życie to powolny proces umierania. Dlatego w tym wszystkim nie pozwól sobie na zatracenie. Rozejrzyj się i doceń tych, którzy są obok. Przyjmij komplement z uśmiechem. Nie walcz o swoje w sprawach mało istotnych. Zauważ, że słońce świeci. A nawet, jeśli pada, to co. Tym przyjemniej będzie witać wiosnę.

Mam dobre życie. Dobrą karmę, jak mówią  moi buddyjscy znajomi. Tak bardzo w to wierzyłam, że straciłam czujność. A może nie, może kolejny raz zaczęłam dzień jak jeden z wielu – z przekonaniem, że jestem mocna. Nic mnie nie złamie. I na mojej drodze pojawił się tir. Jechał z prędkością światła, tak przynajmniej mi się wydawało z perspektywy motocykla, który prowadziłam. Zapomniałam o przestrodze, jaką dał mi mąż (doświadczony na dwóch kółkach):

Motocyklista na drodze NIC nie znaczy

Sytuacja była poważna, dosłownie kilka milimetrów dzieliło mnie od śmierci. Kilka milimetrów. I nie ma znaczenia kto zawinił. W przypadku kolizji motocyklista zawsze jest w gorszej sytuacji. 

Oddychasz teraz z ulgą, bo przecież Ty jeździsz najnowszym modelem  samochodu. A może nawet nie posiadasz auta i korzystasz z komunikacji miejskiej. Uprawiasz sport, dobrze się odżywiasz, więc ryzyko zawału jest znikome. To wróć do początku i zacznij czytać raz jeszcze. Albo wyjdź na spacer i ZATRZYMAJ się przy jakimś drzewie. Posłuchaj jak szumi wiatr w koronie. Liście kołyszą się przy podmuchach. Widzisz? Tam, o tam! Mały pajączek. Pod nogami jakaś mrówka niesie ziarenko piasku.

Nie wiedziałeś, że tak tu pięknie? 


Twój czas się kończy. Zacznij ŻYĆ.