Nie chcę być wyjątkowa. Orzeł jest szary.

Pustka. Plastik. Ślizganie się po powierzchni. Pozerstwo. PAZERSTWO. Udawanie. Kreowanie rzeczywistości. Kreacja siebie samego. Głód bycia najlepszym. Wyścig. Konsumpcjonizm.

Przyszło nam żyć w czasach, w których rozwój technologiczny wyprzedza zdolność percepcji. W czasach, w których MIEĆ wysuwa się na prowadzenie, a ci, którzy wznoszą ku górze sztandary autentyzmu jeszcze wczoraj unosili się na fali gównianego pozerstwa i jakimś cudem nie zatonęli.

Urodziłam się w czasach…

…w których tak modne dziś „bycie sobą” było deptane buciorem wszystkowiedzącego nauczyciela. Kiedy belfer mógł bezkarnie gnoić Twoją indywidualność, poniżać publicznie i wyśmiewać. Nazywać nieukiem, nieudacznikiem, durniem. Umacniać poczucie gówno-wartości. Władza, jaką posiadał związywała ręce rodzicom, choć między Bogiem a prawdą ci też nie nadążali za indywidualnością wymykającą się standardom, a nauczycieli bali nie mniej, niż kiedy sami chodzili do szkoły.

Ja nie piszę o niczym wyjątkowym, ani o ucieczkach z domu, narkotykach, popijawach, wagarach. NIE! Zwykła niezgoda na opresyjny system edukacji. Ilu takich było? Tabuny. Ilu skończyło źle? Cholera wie. Faktem jest, że odreagować trzeba. Co można zrobić? Walczyć, szarpać z życiem, dusić w pretensjach do całego świata. Można usunąć się na tyły wroga i skupić na tym, w jaki sposób maksymalnie wykorzystać energię, by przekuć ją w coś wartościowego. By ofiar było jak najmniej. By samemu wyjść cało. Nie lizać ran w kącie. By przetrwać. Młodzieńczy bunt z czasem wytraca pęd, a jego miejsce zastępuje wpasowanie się w schemat. Konformizm? To zależy. Czasem potrzebne jest otrzeźwienie.

Próba wtłoczenia w schemat najczęściej źle się kończy

Choć zdarzają się chlubne wyjątki. Moja koleżanka z podstawówki, której można się było czepiać wyłącznie za hippisowski styl (poza tym miała same piątki i wzorowe zachowanie) dziś wykłada na uczelni we Falmouth University (Wielka Brytania). Jest także nauczycielką jogi i feministką (w dobrym znaczeniu tego słowa). Zresztą może się mylę? Może samej siebie nie uważała nigdy za outsiderkę i tylko ja ją tak postrzegałam?

Z kolei kasztanowłosa, lekko grubawa, zagubiona K. wyśmiewana przez koleżanki nie miała tyle szczęścia. Wkrótce po tym, jak wszyscy przecierali oczy ze zdziwienia, że skończyła psychologię (ten nieuk) do grobu położył ją zator. Pstryk i po dziewczynie.

Piszę te słowa, a w tle leci Dżem. To właśnie Rysiek Riedel jest dziś dla mnie siłą napędową. Nie kupiłam żadnej jego płyty (wstyd), nie byłam na żadnym koncercie. Kiedy umarł miałam niespełna 19 lat. Zetknęłam się z jego legendą podczas mojej pierwszej pracy w Fundacji Pomocy Dzieciom Chorym na AIDS i Nosicielom Wirusa HIV. Boicie się teraz? Bójcie. Wielu nie chciało mi podać ręki, bo ja podawałam ją chorym (przypominam, że lata 90-te to jeszcze nieuświadomienie w tym temacie). Rozmawiałam z pielęgniarką na Korczaka w Katowicach, gdzie Rysiek wielokrotnie trafiał na detoks. Uczyłam się na Urbanowicza w Chorzowie mijając dzień w dzień szpital zakaźny, w którym zmarł (a może nawet umierał, gdy szłam pod oknami jego sali). Przyglądam się jego twarzy podczas koncertów. Słucham piosenki

„Człowieku, co się z Tobą dzieje? Zastanów się!”

i powtarzam za nim to pytanie. Kiedy straciliśmy autentyczność, dokąd pędzimy na łeb na szyję udając, że wyznaczanie sobie kolejnych celów zawodowych, dobrobyt, kasa, all inclusive, przybliży nas do iluzji szczęścia? Rysiek śpiewa odpowiedź: „Paranoja”.

Nie chcę być wyjątkowa. Orzeł jest szary

Myślisz, że opluwam dzisiejszych celebrytów mając się za kogoś lepszego? A czymże jest prowadzenie bloga jak nie promowaniem siebie? Siebie wykreowanej na obraz i podobieństwo odnoszących sukcesy PRAWDZIWYCH Obieżyświatów? Czekaj, czekaj, czy masz na myśli tych, którzy porzucili korporację, zamknęli na trzy spusty swoje życie w Polsce i wyjechali gdzie ich oczy poniosły? Czy to ci sami ludzie, którzy nagabują Cię o datki na Partonite*? A może ci, których możesz spotkać na WIELKICH wydarzeniach w Twoim mieście pod warunkiem, że zakupisz wcześniej bilet wstępu na event? Ha! A może to te zwiewne istoty, które o poranku fotografują się z filiżanką kawy marki X, bo każda inna jest fe, więc MUSISZ ją mieć?! Influencerzy, którzy lepiej od Ciebie wiedzą jak POWINIENEŚ żyć?

Licytacja głupoty

Pukam się w głowę i powtarzam za Anną Marią Jopek „Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam”. Jakże mnie mdli na wieść o tym, jaką kupę zrobił dziś Celebryta X. I czy w ogóle zrobił sam, czy suplementował się specyfikiem Y. Kto molestował Celebrytkę Z, bo o tym, że jednak molestował przypomniała sobie po latach, kiedy temat zaczął być na topie.

„Chciałbym być sobą” śpiewał Grzegorz Markowski. Wtedy te słowa miały inny wydźwięk. Były sensu stricto przeciwwagą dla chorego systemu (przemianowane zresztą na koncertach na „Chcemy bić ZOMO”). A dziś? Dziś wielu chce uchodzić za wyjątkowych.

A ja?

Ja chciałabym być przynajmniej autentyczna. Wyjątkowa nie muszę.

A Ty?


*Patronite umożliwia budowanie relacji utalentowanym twórców i sportowców z ich odbiorcami, tym samym ułatwiając pozyskiwanie finansowania na zasadzie subskrypcji, w oparciu o zaangażowanie patronów. Dla Autorów jest to sposób na utrzymywanie się z muzyki, sportu, malarstwa, art designu, filmu i innych rodzajów twórczego działania.