Wakacje z biurem podróży, czy na własną rękę?

Znalazłam „świetną” ofertę do Wietnamu. 11 dni w nadmorskim kurorcie. Pyszne jedzenie, plaża, drinki, dyskoteki. Łał! Tylko 6 tysięcy i masz świat u stóp. No nie powiem – robi wrażenie. Szczególnie cena. Dwie osoby to wydatek rzędu 12 tysięcy plus kieszonkowe.

Ja rozumiem, że biura podróży muszą z czegoś żyć, ale na Boga… Za taką kasę przejadę Wietnam z północy na południe w miesiąc! I to bynajmniej nie żywiąc się chińskimi zupkami i konserwami z Polski.

Ludzie słysząc dokąd lecimy i jak obszerny mamy plan czasem patrzą na nas niewyraźnie. Teraz rozumiem dlaczego. Nie jesteśmy krezusami finansowymi, mamy całkiem przeciętny budżet jak to dwójka zwyczajnie pracujących ludzi. Od niektórych różni nas tylko ODWAGA, że w wieku 40+ i 50+ porwaliśmy się na Azję. Wakacje w europejskich stolicach bywają droższe, niż Azja! Oczywiście pod warunkiem umiarkowanego komfortu i kupienia biletu lotniczego w promocyjnej cenie, bo górna granica wydatków pewnie nie istnieje.

Poza tym jaki jest sens zamykać się w złotej klatce? Po kiego czorta lecieć 20 godzin? Przecież w Chorwacji też jest ciepło, a bliżej. Po co tracić pieniądze na lizanie cukierka przez papierek?

Przed wyjazdem do Tajlandii kilka osób pukało się w głowę twierdząc, że zakładamy sobie pętlę na szyję. Oni wolą serwowane śniadania w restauracjach, autokar, który zabierze ich spod hotelu i obwiezie po atrakcjach, przewodnik wybierze lokal na lunch. Zero problemów. Pełen luz. Hm…

Ja nie mówię, że to zły pomysł. Ja nawet chętnie poleżałabym na plaży z książką, pozwoliła się obsługiwać. Tylko czy aby na pewno zapłaciłabym za to 6 tysięcy?!

Wakacje z biurem podróży czy na własną rękę?

Jest jeszcze pośrednia możliwość dla tych, którzy nie mają głowy do organizowania sobie indywidualnego planu. Polecieć TAM na własną rękę, zarezerwować dwa pierwsze noclegi i skorzystać z oferty lokalnego biura turystycznego. Będzie taniej. Pewnie nie tak tanio jak w naszym przypadku, kiedy sama krok po kroku planuję każdy dzień, atrakcję, transport, ale nie będzie trzeba lekką ręką pozbywać się oszczędności na plastikową podróż i zmianę statusu z „pracownika” na „więźnia w złotej klatce”.