Jakie życie wiodą Wietnamczycy na południu?

Domy w Delcie Mekongu zbudowane są w przeważającej części z bambusa, rzadko pokryte blachą, choć i tak się zdarza. Za mieszkanie może służyć wszystko: byle blaszak, domeczek z bambusa i trzciny, rzadziej murowany budynek w stylu kolonialnym. Życie toczy się wzdłuż rzeki i jej odgałęzień, co dla niezorientowanych może stanowić mały problem. Wybraliśmy się na skuterach zwiedzić wieś i w labiryncie wąskich, krętych ścieżynek i mostków zgubiliśmy drogę i my, i nasz GPS. Powrót zajął nam dwie godziny dłużej, niż zakładaliśmy (po zmroku), w dodatku bez świateł w jednym z nich. 

Każde domostwo posiada łódkę

Mieszkańcy korzystają z rzeki jako środka transportu, a każde domostwo posiada przynajmniej jedną łódkę. Handlarze sprzedają ryby, warzywa i owoce na wodnych targach, rybacy zakładają sieci lub ogłuszają ryby prądem (niestety akceptowalne tutaj). Dzieci posiadają nawet „pływającą szkołę”, choć tych na lądzie nie brakuje. Stoiska z warzywami otwierają się jeszcze przed świtem. W ogóle życie w Delcie Mekongu budzi się około 5 rano, a jeśli ktoś nie sypia, to chyba tylko koguty, które pieją całą noc (tak, jak na polskich wsiach ujadają nasze Burki). 

Przechodząc przez wieś typowym obrazkiem są wylegujący się na hamakach Wietnamczycy, ale myliłby się ten, kto nazwałby ich leniami. Środkowa cześć dnia to zwyczajnie pora sjesty, kiedy słońce najbardziej daje się we znaki. Wieczorną rozrywką zaś jest popijanie wina ryżowego i (o zgrozo!) karaoke. Walory muzyczne raczej marne, za to moc głośników ustawiona na full. Na szczęście Wietnamczycy dość wcześnie kładą się spać (nawet około 20:00), by kolejny dzień rozpocząć jeszcze zanim wzejdzie słońce. I to z uśmiechem i energią. Niezmiennie. 

Po domu, czy werandzie chodzi się boso

Bywa, że i przed sklepami w dużym mieście buty zostawia się na zewnątrz. Wynika to z tego, że Wietnamczycy chętnie siedzą na ziemi, która jest wyłożona kafelkami i lekko chłodna, dlatego dbają, by jej nie zabrudzić. 

Toaleta najczęściej połączona jest z łazienką, czyli prysznicem zamocowanym do ściany. Nie stosują zasłonek, więc biorąc prysznic zalewa się wszystko dookoła z papierem toaletowym (dla turystów) włącznie. Wietnamczycy używają bieżącej wody do umycia się po skorzystaniu z toalety. Nie jest to bidet, który znamy, ale taki mini prysznic na długim wężyku doprowadzającym wodę. Jeśli go nie zamontowano, to wersja alternatywna wygląda tak, że pod kranik podstawione jest wiadro i plastikowa miseczka z rączką. W upale takie rozwiązanie jest bardzo cenne. 

Nieodłączną częścią wiejskiego krajobrazu są gekony (małe jaszczurki), które uaktywniają się po zachodzie słońca, ale i w ciągu dnia chętnie biegają po ścianach, czy stołach. 

Nie wiem jak wygląda domowa kuchnia w mieście. Przypuszczam, że może nawet nie funkcjonuje coś takiego. Z moich obserwacji wynika, że domy są wąskie, często parterowe, zwykle jest to jedno wielofunkcyjne pomieszczenie dla całej rodziny z wydzieloną toaletą z prysznicem. Drzwi frontalnie do ulicy, otwarte cały dzień, bo życie i tak toczy się na na gwarnych ulicach. Niektórzy posiadają pięterko, na którym śpią. Dół pełni funkcję salonu, czasem połączonego z warsztatem pracy (sklepik, fryzjer, kosmetyczka). 

Wietnamczycy raczej nie gotują indywidualnie, tylko zaopatrują się w zupy, dania z makaronem i ryżem u sąsiadów prowadzących street food. Zupy wlewane są do woreczków, osobno pakowany jest makaron, ogromne ilości kiełków, warzyw i zieleniny. Rzadko, ale bywa, że korzystają ze styropianowych opakowań. 

Kuchnia 

Kuchnia w homestay’u, w którym mieszkamy w Delcie Mekongu jest sercem domu. Sypialnie są maleńkie, mieszczą niewielkie łóżko, albo sam materac. Pokoje dla gości są większe, ascetyczne, nad łóżkiem rozwieszona moskitiera, na ścianie wiatrak. Trzeba uważać na swój dobytek, ponieważ ściany nie łączą się z podłogą i przez szparę może coś wpaść do rzeki, która przepływa pod naszym pokojem na palach. W oknie nie ma szyb, jedynie bambusowa krata. 

Budowanie domów na rzece zwalnia z płacenia podatku gruntowego. 

Zauważyłam tu kilka zlewów, ale zmywanie naczyń odbywa się w pozycji kucącej. Naczynia i siebie umiejscawia się w czymś w rodzaju dużego brodzika, a woda spływa z podłogi wprost do… Mekongu. 

Deltę Mekongu porastają bananowce, bambusowe gaje, nieznane mi gatunki drzew rodzące owoce takie jak longan (smocze oko), papaję, jackfruit (owoc chlebowa). Muł rzeczny służy do użyźniania gleby, co pozwala na obfite zbiory ryżu nawet trzy razy w roku. 

Gwarancją dobrego samopoczucia jest dostosowanie się do warunków życia Wietnamczyków. W mieście gwarnie i chaotycznie, na wsi w spokojnym rytmie kołysanym leniwą drzemką w hamaku.