Kim jest backpacker, turysta, podróżnik

Codziennik Podróże

Pierwsza wyprawa do Azji uczyniła mnie (samozwańczą) backpackerką.  Nie podróżniczką, nie turystką, ale kimś pomiędzy. Kimś, kto wierząc we własne możliwości (a nawet lekko je przeceniając) świadomie zrezygnował z wygodnych rozwiązań i dał się zaskoczyć (nie zawsze przyjemnie). Zakasał rękawy i krok po kroku, miesiąc po miesiącu, żmudnie przygotowywał plan wyjazdu. 

Kim tak właściwie jest backpacker

i czy przemieszczanie się z plecakiem wystarczy do przypasowania mu takiej etykietki? I czy to prawda, że nawet, jeśli ma pieniądze, to i tak łapie stopa, a sypia zwykle na tyłach pralni. Nie zawsze ma warunki do mycia, co nie umniejsza mu radości życia. Nie nazywa siebie turystą, co więcej turystów omija szerokim łukiem. Do podróżników podchodzi z pokorą. 

Backpacker to ktoś, komu sztywne ramy gotowych wycieczek przeszkadzają. Inwestuje energię i czas na wyznaczenie celu, nanosi go na mapę i organizuje wyjazd na własną rękę. Za wszystko odpowiada sam. To, w jaki sposób się przemieszcza, gdzie śpi, ale trzyma się utartych szlaków. A częściej, niż na tyłach pralni nocuje jednak w hostelach na wieloosobowych salach. Bywa, że korzysta z autostopu, ale długie dystanse pokonuje raczej nocnymi autobusami lub pociągami.

Turysta daje się obwozić po świecie

Poznaje go według planu narzuconego przez biuro podróży, w którym wykupił wycieczkę. Komfort urlopu odlicza ilością gwiazdek hoteli, wielkością basenu i kolorem opaski all inclusive (a jeśli chce zaimponować sąsiadom, to nawet szarpnie się na ultra!). Nudę rozwiewa (dodatkowo płatnymi) wycieczkami fakultatywnymi i zza szyby klimatyzowanego autokaru fotografuje lokalną ludność. Z tymi z obsługi hotelowej nawet się dogaduje (są ładnie ubrani i tak pięknie się uśmiechają serwując drinki). Ludzie na ulicach nie zawsze wyglądają na szczęśliwych i w dodatku czasem oburzają, kiedy migawka aparatu strzela im przed oczami. Dlatego lepiej trzymać ich na dystans autokarowej szyby. Turyści mają gest. Pięć minut przed zamknięciem baru stawiają kolejkę dwudziestoosobowej grupie. A jeśli jest minutka “po” godzinie zero potrafią wykłócić się o należne im prawo do darmowego alkoholu. Kogo zbawi minuta, bądźże człowiekiem! Zapłaciłem za wycieczkę, to mi się należy. 

Podróżnik świat odkrywa

Owszem, posiada wiedzę, ma doświadczenie, ale poznaje dany kontynent po swojemu. Nie zwiedza, nie fotografuje tylko po to, żeby pochwalić się znajomym. Całym sobą smakuje otoczenie, przygląda mu się z dystansem i nie próbuje oceniać przez pryzmat świata, w którym dorastał, środowiska, w którym żył i norm, jakie uznawane są za powszechnej obowiązujące. Przynajmniej tam, skąd pochodzi. On jedzie ten obcy świat zrozumieć. 

Prosta różnica między turystą a podróżnikiem sprowadza się do tego, że turysta ma nastawienie hedonistyczne, podróżnik nie. Turysta świat konsumuje, a podróżnik smakuje.

Podróżnik jedzie PO COŚ

Turysta PO NIC


Jest jeszcze ktoś…

kto cały rok pracuje, żeby dwa tygodnie spędzić na wczasach, czasem pod palemką, zamiennie z drinkiem i książką nad basenem. To ktoś, kto zwyczajnie chce odpocząć, zdystansować. Unika “królów życia”, za to cieszy słońcem i tym, że ktoś przygotuje mu śniadanie i zadba o transfery. I ten ktoś jest z tego zadowolony, nie ściga się, nie udaje. Po prostu – cieszy urlopem.