Chinatown – chińska dzielnica Sajgonu, inaczej Cholon. Zlokalizowana w Dystrykcie 5, gdzie turystów jest niewielu, dlatego też nasza obecność tu budzi spore zainteresowanie. Ludzie uśmiechają się do nas i zagadują. Kiedy czekaliśmy na upieczenie popularnych tu wafli (coś jak nasze gofry), córka właścicielki przyglądała się nam lekko zawstydzona, po czym zniknęła na chwilę. Za moment przyprowadziła kilkoro rodzeństwa i wszyscy popatrywali na nas z pewnej odległości chichrając się wniebogłosy.

Chinatown błyszczy neonami

Jest głośne (ale czy inne dzielnice Sajgonu są ciche?), gwar uliczny przenosi się do kawiarenek, restauracji, wystawy sklepowe wybuchają feerią barw. Nie tylko zapachy, ale kolory zapierają dech. Wielobarwne smoki, figurki chińskich mędrców, kotki machające łapką, chińskie napisy odróżniają tą dzielnicę od pozostałych. Zachęcam do zobaczenia krótkiego filmiku tutaj.

Zapraszający kot wabiący maneki-neko spoziera z każdego zakątka. Macha lewą (rzadziej prawą) łapką w geście przywoływania. Ustawia się go w witrynach sklepowych, w punktach z losami, restauracjach w celu przyciągnięcia klientów.
Obecność maneki-neko w prywatnych domach ma być przepustką do dobrobytu, powodzenia finansowego, oddalać nieszczęścia. Najczęściej jednak jego obecność kojarzona jest z domami publicznymi, gdyż i w tych miejscach liczy się na nadzwyczajną moc maneki-neko w przyciągnięciu klienta.

W 1928 roku, kiedy Chińczycy osiedlili się w tej okolicy, Dystrykt 5 był centrum handlu, a Dystrykt 1 administracji. Aktualnie to Dystrykt 1 skupia ruch turystyczny, a co za tym idzie nie brakuje tam obwoźnych kramików, wózków z jedzeniem, restauracji, drink barów itp. Mówi się jednak, że żeby poznać prawdziwy Sajgon należy wybrać się poza Dystrykt 1.

Pagody

Cholon jest bogate w świątynie buddyjskie oraz chińskie pagody. Trafiliśmy także na kościół katolicki i meczet. Najładniejsze (moim zdaniem pagody) to:

– Quan Am buddyjska pagoda w chińskim stylu,

– Phuoc An Hoi An przepięknie zdobiona i co ciekawe poświęcona modlitwom o szczęśliwą podróż,

– Thien Hau z XIX wieku, wybudowana przez chińskich emigrantów z niesamowitymi spiralnymi kadzidełkami.

Zakupy

Koniecznie trzeba odwiedzić Cho Benh Thành, gdzie pamiątki kosztują połowę tej ceny, jaką przyjdzie zapłacić w Ben Thanh Market bliżej dzielnicy 1.

Szczerze powiem, że w Cholon nieszczególnie mi się podobało. Nie uderzyła mnie też jakaś różnica pomiędzy Dystryktem 5 (tu zlokalizowane jest Chinatown), a pozostałymi. Dla przeciętnego Europejczyka twarze Azjatów są do siebie podobne (nasze dla nich także), więc czymś innym jest wdepnięcie do chińskiej dzielnicy w Londynie, a czymś innym w Wietnamie. Jedynie napisy wyróżniały tę dzielnicę i świątynie bliżej nieokreślonego wyznania, w których jednocześnie modlono się, jadło, rozmawiało ze znajomymi, zapalano kadzidła. Nie wiedziałam zatem, czy jest to miejsce kultu religijnego, muzeum, czy miejsce spotkań. Jedzenie takie jak wszędzie, nawet chińskie pierożki (ich specjalność) mniej smaczne, niż w Delcie Mekongu. Niemniej warto wyrwać się poza centrum turystyczne (Dystrykt 1), na którym zwykle poprzestają turyści. Ma się dzięki temu szersze spojrzenie na Sajgon, nie wspominając o cenach. W centrum Ho Chi Minh wszystko jest mnożone razy 3. Brrr…


Nie ma tu tłumu turystów, gdyż większość z nich nie wychyla się poza Dystrykt 1, co pozwala w spokoju nacieszyć się pięknem świątyń i klimatem Chinatown w Ho Chi Minh.