Zwiedzanie Sajgonu? Nic przyjemniejszego!

Sajgon tętni życiem, jest hałaśliwym, brudny, ale magnetyzuje. To właśnie tutaj (lub w Hanoi) stawiają pierwsze kroki osoby odwiedzające Wietnam. Pierwsze, co rzuca się w oczy to ruch uliczny z mnogością skuterów, riksz, samochodów. Turyści zwykle nie wychodzą poza Dystrykt 1, co jest błędem. Warto wybrać się w odleglejsze dzielnice, żeby zobaczyć jak żyją mieszkańcy (tutaj opisuję Dystrykt 10). Nie wspomnę już o cenach, które na backapackerskiej ulicy Bui Vien szybują w górę. W ogóle ceny w Ho Chi Minh w porównaniu do innych regionów południa mają dwu-trzykrotną przebitkę.

Samo miasto ma wiele do zaoferowania, choć spieszący się w 1 dzień mogą obejść najbardziej interesujące miejsca. Jeśli dysponuje się kolejnym dniem polecam wycieczkę do tuneli Vietcongu i nieco dalej (bo aż pod samą granicą z Kambodżą) do największej świątyni kaodaistycznej Cao Dai w Tay Ninh. W ofertach lokalnych agencji turystycznych można kupić 1-2-3 dniową wycieczkę do Delty Mekongu. Polecam jednak udać się w to miejsce samemu i zamieszkać na homestay’u z wietnamską rodziną. Tutaj pisałam o tym, jak ugościła nas kochana Anh z Ngoc Song Homestay.  

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od dzielnicy kolonialnej, niestety wiele willi z czasów francuskich zostało zrujnowanych, a ta, na której najbardziej nam zależało obudowana blaszanym murem.

Willa Phuong Nam (110-112 Vo Van Tan, Dystrykt 3)

pochodzi z 1920 roku, a jej obecna wartość szacowana jest na 35 milionów dolarów. Ponieważ została wpisana na listę zabytków trudno będzie ją sprzedać. Wietnamczycy nie chcą inwestować w utrzymywanie schedy po Francuzach. Na miejscu willi woleliby postawić kolejne centrum handlowe, a ponieważ konserwator zabytków nie zgadza się na wyburzenie mam podejrzenie, że właśnie z tego powodu złośliwie otoczono ją blachą. Inną sprawą jest to, że budynek się sypie i stanowi zagrożenie dla przechodniów.

Biała willa z niebieskimi okiennicami (60 Vo Van Tan)

została wybudowana przez francuskiego importera win. Nadal jest zamieszkana, z pięknym ogrodem. Można przejść się po tym terenie i zrobić kilka urokliwych fotek. W czasach wojny willę zamieszkiwali amerykańscy dowódcy.

Muzeum Pozostałości Wojennych (28 Vo Van Tan)

powstało w 1975 roku po połączeniu Wietnamu Północnego i Południowego. Na zewnątrz można obejrzeć czołgi, helikoptery, wewnątrz budynku znajduje się kilka pięter z fotograficzną dokumentacją. Propaganda atakuje z każdej strony, niemiej tego miejsca nie wolno pominąć. Powiedzieć, że obraz zdeformowanych ciał ofiar wojny i niepełnosprawnych dzieci urodzonych po jej zakończeniu (skutki użycia broni chemicznej przez Amerykanów) jest przytłaczający, to jakby nie powiedzieć nic. Nie byłam w stanie patrzeć na wiele z tych fotografii. Zainteresowałam się za to salą z rysunkami dzieci, które przekazały obraz wojny w sposób plastyczny i barwny. Bardzo ciekawy pomysł.

Jezioro Żółwia (rondo w kierunku ulicy Pham Ngoc)

Łatwo go nie zauważyć, jeśli wypatruje się jeziora. Tymczasem to mały skwerek z bajorkiem z dziwną wieżą w kształcie… bo ja wiem…? Wieczorami chętnie spotykają się tu młodzi Wietnamczycy. Podobno tętni życiem. Nie wiem, niestety byliśmy tam w ciągu dnia.

Diamond Plaza i biura partii komunistycznej (45-47 Le Duan)

Nie sposób nie zauważyć luksusowego centrum handlowego idąc w kierunku Katedry Notre Dam. Biura partii plecami przyklejone są maleńkiej uliczki księgarskiej, zaraz obok Gmachu Poczty. Jeśli ktoś nie zakupił wcześniej karty do telefonu w centrum handlowym będzie mógł ją nabyć.

Katedra Notre Dame (Cong Xa Paris – Komuny Paryskiej)

Katedra jest podobno wierną kopią tej paryskiej. Obawiam się, że to mocno naciągane stwierdzenie. A może się mylę, w końcu trafiliśmy na jej renowację, więc większą część przykrywały rusztowania i płachty materiału. W dodatku była zamknięta, więc o jej pięknym wnętrzu mogę napisać tyle, ile sama przeczytałam. Wybudowana w latach 1877-1880. Dzwonnica dobudowana osobno 15 lat później. Wysokość katedry to ponad 60 metrów. Z tej okolicy najlepiej wspominam maleńką kawiarnię schowaną w bocznej uliczce obok Starbucks’a, a dokładniej kawę z jajkiem. Deser, obok którego nikt nie powinien przejść obojętnie!

Gmach Poczty Głównej

obok katedry, na pierwszy rzut oka przypomina dworzec kolejowy. Nad wejściem wzrok przykuwa zegar, a dookoła prostokątne okna ze stacjami kolejowymi Europy. Hala w środku kojarzy się z centrum handlowym, pełna sprzedawców z pamiątkami. Ściany zdobią malowidła  przedstawiające Sajgon z końcówki XIX wieku. Centralnie umieszczono portret Ho Chi Minha.  

Bulwar Nguyen Hue

długi na 670 metrów. Z jednej strony widzimy Ratusz Miejski, z drugiej rzekę Sajgon. Jest to bardzo nowoczesny deptak, tłoczny zarówno za dnia jak i wieczorami, ale to właśnie po zachodzie słońca warto się tu wybrać. Naprzeciwko Ratusza widnieje posąg Ho Chi Minha. Na drugim końcu można usiąść na ławeczkach, popatrzeć na pływające statki wycieczkowe.

Bitexo Financial Tower

z roku 2010 liczy 68 pięter, a wyglądem przypomina pąk kwiatu lotosu. Wieczorem można obejrzeć panoramę Sajgonu (atrakcja płatna).

Ben Thanh Market

to ogromna hala targowa, na której można kupić pamiątki, ubrania, wyśmienicie zjeść. Niestety ceny są znacząco zawyżone, a sprzedawcy dość natarczywi. Stanowczo bardziej polecam Cho Benh Thanh w Chinatown.

Bui Vien 

turystyczno-imprezowe centrum. Nie trzeba w nim spać, ale koniecznie należy odwiedzić wieczorem, kiedy bary rozbrzmiewają kakofonią dźwięków, fast food nęci zapachami, masażystki proponują usługi (takie i takie!). Tutaj, jak nigdzie indziej mocno pilnujemy portfela.

Niektórzy twierdzą, że Sajgon powinno się omijać szerokim łukiem. Potrafi zmęczyć, przyznaję, ale też nie można poznać Wietnamu bez kilku dni w tym mieście.

___

Ho Chi Minh zwiedzaliśmy wg wskazówek Hani z bloga Plecak i walizka Powyższy opis nie powstałby, gdyby nie jej wpis.