Powieść „Co się wydarzyło w Madison County” czytałam, obejrzałam także film. Te dwa obrazy pięknie się dopełniają. Nie przeszkadza mi, że wiem co się wydarzy (albo do czego nie dojdzie). Chcę ponownie poczuć magię, która wkradła się pomiędzy dwie dojrzałe osoby ofiarowując tak wiele i tak wiele jednocześnie zabierając. Nie ma nic piękniejszego, niż miłość, ale bywa, że z czasem blaknie, a namiętność trzeba rozpalać od nowa. Jak często sobie o tym przypominasz? Tak, TY!

Ona wiedzie dobre życie na farmie. Ma męża, dzieci. Któregoś dnia pojawia się On. Więcej nie zdradzę. Szaleńcze uniesienia przemijają, prawdziwa miłość przetrwa stagnację i wzniesie się ponad szarzyznę. Ale nie sama, musisz jej pomóc. No, chyba że to ona cię znajdzie. Zapuka do drzwi, a ty je otworzysz. I choćbyś nie wiem jak bardzo kochała rozedrze twoje serce na kawałki. Na milion drobnych cząstek, a ty będziesz musiała się pozbierać, by żyć. Tylko JAK i z KIM?

Tak więc proszę nie przeszkadzać. Zamykam się w sobie i znikam pomiędzy tę historię. Zaszywam się na farmie z Francescą i czekam, kiedy do drzwi zapuka Robert. Będę z nią kochać i płakać. To nie jest romans. To nie jest zwykła historia miłosna. To ujawnienie naszych pragnień. Bo my chcemy, żeby otulano nas czułością, szeptano namiętnie przyciskając wargi do szyi, gładzono delikatnie po włosach, patrzono zamglonymi z podniecenia oczami, spijano miłość z ust we wspólnym uniesieniu. I wciąż tego pragniemy. Od nowa. Bez końca. W przerwach między spełnianiem się w roli matki, gospodyni, bizneswoman, kasjerki. Wszystkie jesteśmy wrażliwymi kobietami.

Kadr z filmu “Co się wydarzyło w Madison County”.