Publicystyka

Tylko nie mów nikomu

Obejrzałam film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” i choć nie sądziłam, że temat pedofilii w Kościele Katolickim został wyczerpany, to jednak nie przypuszczałam, że ten obraz pokaże coś nowego i odciśnie na mnie głęboki ślad.

Premiera zapowiedziana była na 11 maja i sądząc po klikalności wielu wyczekiwało tego momentu. Kto jeszcze nie natknął się na link może zupełnie za darmo obejrzeć dwugodzinny dokument TUTAJ.

Tylko nie mów nikomu

Wydawać by się mogło, że nic nowego nie usłyszymy. W końcu o pedofilii w Kościele mówi się coraz głośniej, Kościół uderza się w pierś i obiecuje rozliczyć winnych. Tylko chyba zbyt zajęty jest ukrywaniem przestępców i zacieraniem śladów, próbą zachowania twarzy za wszelką cenę. Przyznanie, że kostyczna machina zaczyna drżeć, padnięcie na kolana i szczery rachunek sumienia to mrzonki. Nie doczekamy się stawienia czoła prawdzie dopóki ten smok będzie zżerał się od środka. Jeśli hierarchowie podnoszą rękę nawet na papieża Franciszka jak można mieć nadzieję na skruchę?!

W filmie „Tylko nie mów nikomu” pokazano ludzi z krwi i kości, którzy opowiadają o przeżytej traumie i konfrontują się z oprawcami. Złamane życie, rozpad małżeństwa, próby samobójcze, anoreksja, przeplatają się z połyskującymi sygnetami i purpurą piuski na głowach biskupów.

Bluźnierstwo

Przeraża mnie ogrom zła wyrządzony tym ludziom, wówczas dzieciom, ale znacznie bardziej wstrząsa mną fakt osłaniania pedofilów! Kaci idą w zaparte. Nawet po latach winią dzieci za krzywdy, jakie im wyrządzali. Grzech pierworodny pchnął ich ku złu. A więc to tak! To MY wszyscy jesteśmy winni popełnionych przez nich zbrodni! Nikt nie jest bez skazy, więc i ksiądz jest wiedziony na pokuszenie. Bywa, że wszystko z pobudek ojcowskich. Na Boga! Większego bluźnierstwa dawno nie słyszałam.

Jestem pełna pogardy dla potworów nie wykluczając współwinnych władz Kościelnych, które nie mają odwagi stanąć w prawdzie i pomimo wyroków sądowych zabraniających pedofilom kontaktów z dziećmi (katechezy, oazy, msze dla dzieci, itp.) świadomie delegują ich na rekolekcje dla dzieci. Przenoszą z parafii na parafię w ramach (niby) kary, osłaniają parasolem ochronnym okrutników bez duszy.

Współczucie

Pomimo wyrządzonego cierpienia i potwornego bagna, w jakim tonie KK, gdy patrzyłam na twarze oprawców, dziś starych, niedołężnych księży, pojawiło się we mnie współczucie, przed którym się broniłam. Współczucie, które należy się ofiarom, nie sprawcom. Wyobrażałam sobie, że gdyby mnie lub moje dziecko dotknęła taka tragedia i miałabym szansę stanąć oko w oko z bestią, rzuciłabym się jak zwierzę i udusiła. Tymczasem zrobiło mi się ich żal (choć z wyjątkami), szczególnie księdza Jana A., który przeprosił i stwierdził, że nawrócił się na wiarę, ale wybaczyć sobie tego, co zrobił – nie potrafi. I choć jestem zła na siebie za tę odrobinę współczucia mam nadzieję, że to sprawia, iż jestem porządnym człowiekiem. Nie mnie sądzić, niech dokona tego Bóg na Sądzie Ostatecznym. Jeśli Bóg rzeczywiście istnieje. Osobiście śmię wątpić.