Publicystyka

Problem z feministkami

Nie rozumiem feminizmu. Zawsze deklarowałam się jako antyfeministka, ale bardziej z przekory, niż przekonania.  Wojujące feministki walczące o równouprawnienie przy jednoczesnym domaganiu się szanowania ich kobiecości i idących za tym ograniczeń przeczą samym sobie. Bo o ile mają potrzebę piastowania wysokich stanowisk na równi z mężczyznami, tak brakuje im już wyobraźni w momencie, w którym miałyby zjechać z kilofem w ręku na przodek korytarza w kopalni. Niejedna ofukałaby tego, który w drzwiach puszczałby ją przodem, druga z kolei odmienny scenariusz  uznałaby za brak szacunku. I bądź tu mądry człowieku. 

Definicja feminizmu

W Czarny Poniedziałek ubrałam się adekwatnie do postulatów (czyli jak na pogrzeb), a po pracy popędziłam na Ogólnopolski Strajk Kobiet protestować przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji. Gdzie tu logika. Jestem feministką, czy nie jestem?

Żeby spróbować odpowiedzieć na to pytanie trzeba feminizm najpierw zdefiniować, tym bardziej, że najwidoczniej z pojęciem feminizmu mam problem. 

Definicja tak określa feminizm:

Ideologia, kierunek polityczny i ruch społeczny związany z równouprawnieniem kobiet. (…) Podstawą programu feminizmu jest dążenie do emancypacji kobiet i równouprawnienie płci, zarówno pod względem formalnym jak i faktycznym. Feminizm zajmuje się też problemem kobiecości, konstrukcją płci kulturowej oraz zwiększeniem udziału kobiet w różnych obszarach życia. 

Idąc głębiej okazuje się, że obecnie dotyka nas feminizm trzeciej fali (jak sama nazwa wskazuje fala pierwsza i druga miały swój czas w dziejach świata). 

Przekonanie, że uwarunkowania biologiczne predysponują kobiety i mężczyzn do spełniania się na różnych (odmiennych) płaszczyznach czyni mnie (wg definicji) antyfeministką. 

Piszę to z pełną świadomością, że niejedna czytelniczka przeklnie mnie po wsze czasy. Drogie panie, nie jest winą mężczyzn, że nie mogą rodzić dzieci i karmić ich piersią. Pretensje należy kierować do Matki Natury (tudzież Boga lub – jakby niejedna feministka wolała – Bogini). Z pracami wymagającymi dużego wysiłku fizycznego łatwiej poradzi sobie męska ręka. Widziałyście, żeby kobiety naprawiały samochody, wykonywały prace spawalnicze lub pracowały na platformach wiertniczych? Nie że powinno być zabronione, ale czy aby na pewno WSKAZANE?

Definicja antyfeminizmu

Można wyróżnić dwie zasadnicze odmiany antyfeminizmu. Dla pierwszej z nich nierówności w pozycji płci mają charakter nadnaturalny. Jest to antyfeminizm związany najczęściej ze światopoglądem religijnym. Druga odmiana antyfeminizmu widzi źródła nierówności w przyczynach naturalnych, najczęściej biologicznych.

Wypisz wymaluj cała ja (przyjemniej drugi człon definicji jest spójny z moim myśleniem).  

Zanim mnie spalicie na stosie głośno i wyraźnie pragnę zaznaczyć, że antyfeminizm nie jest tożsamy z seksizmem i mizoginią. Temu się stanowczo sprzeciwiam, a mam czemu, wierzcie mi. Kilka lat pracowałam w środowisku stricte męskim, a obecnie w branży zdominowanej przez płeć męską. Wielokrotnie doświadczyłam i doświadczam dyskryminacji z powodu płci. 

Trzy fale feminizmu

Wspomniałam o trzech falach feminizmu. Krótko na jaki okres przypadają i w czym się przejawiają. 

Pierwsza fala (tzw. dawna fala) 1840-1920.

Aktywność ruchu amerykańskich i angielskich sufrażystek, reforma prawa rodzinnego, wyborczego, ekonomicznego. W Polsce pełne prawa wyborcze kobiety uzyskały w 1920 roku. 

Druga fala lata 60. i 70. XX wieku.

Równouprawnienie na rynku pracy, kobieca seksualność, prawo do aborcji.

Trzecia fala od lat 80. XX wieku do dnia dzisiejszego.

Połączenie myśli ze współczesnymi nurtami. Skutek narastającej konserwatywnej reakcji na postulaty „drugiej fali” spowodował cofnięcie wielu politycznych osiągnięć. Krótko mówiąc, zdaniem konserwatystów kobiety dostały to, o co walczyły (równouprawnienie), więc feminizm zaczął im szkodzić (!) Dorzućmy do tego kwestie rasowe, etniczne, religijne, ekonomiczne i mamy mniej więcej zarysowany obszar aktywności dzisiejszego ruchu feministycznego. 

Parytety

Nie zgadzam się na patriarchat, ale nie uważam też, żeby parytety stanowiły rozwiązanie problemu. Nie jest wg mnie właściwe zapewnianie równego udziału (50/50) reprezentantek i reprezentantów obu płci np. na listach wyborczych (ustawa parytetowa weszła w życie w październiku 2011 r.). Stanowiska w rządzie powinny być obsadzane adekwatnie do wiedzy i umiejętności niezależnie od płci. Faktem jest jednak, że gdyby nie inicjatywa Kongresu Kobiet z 2009 nie doszłoby do zmiany Ordynacji wyborczej, a pokutujące w społeczeństwie stereotypy ściśle związane z płcią kulturową (zestaw norm dotyczących wszystkiego tego, co w danej kulturze i społeczeństwie jest uważane za odpowiednie dla kobiety, dziewczynki, mężczyzny, chłopca) kobiety nie otrzymałyby szansy na wyrwanie się z ograniczeń przypisanych przez dotychczasowe role społeczne. 

Dzisiejsze feministki

Współczesna wyzwolona kobieta jest świadoma swojej wartości i praw, spełnia się zawodowo. Czasy, gdy jedyną rolą kobiety było pielęgnowanie ogniska domowego i wychowywanie dzieci poszły w zapomnienie. Nie jesteśmy już wykluczane z życia naukowego, czy politycznego. I choć działania dzisiejszych feministek nie są tak spektakularne jak ubiegłowiecznych prekursorek, to przyczyniają się do umacniania praw, które zostały już wywalczone, ale niekoniecznie są respektowane.

Może łatwo mi poddawać w wątpliwość niektóre działania ruchu feministycznego, bo czerpię z dorobku wypracowanego przez emancypantki, korzystam z prawa do samostanowienia, nie zdając sobie sprawy jak mogłoby wyglądać moje życie, gdybym była sprowadzona li tylko do roli gospodyni domowej. Nie próbuję też deprecjonować roli kobiet nieaktywnych zawodowo. Ważna jest wolność w dokonywaniu wyborów i możliwość kierowania własnym życiem z pozycji CZŁOWIEKA, a nie kobiety lub mężczyzny. 

I jeśli coś mnie jeszcze uwiera to język, jakim posługują się feministki. Jednym z centralnych zagadnień ruchu feministycznego jest „walka z męską dominacją językową”. Wg mnie upieranie się przy żeńskich przyrostkach gdzie się da (a jak się nie da, to udowodnimy, że da się) jest co najmniej lekko zabawne:

  • minister – ministra
  • murarz – murarka
  • psycholog – psycholożka
  • żołnierz – żołnierka
  • drukarz – drukarka
  • naukowiec – naukowczyni
  • major – majorka
  • kierowca – kierowczyni

Problem z feministkami

Rozpisałam się i dalej nie wiem, do której szuflady się włożyć. Z pewnością nie jestem feministką, ale z wieloma postulatami feministycznymi się zgadzam. Antyfeministką mogłabym być, ale tylko po części. Może łatwiej byłoby mi, gdyby feministki skupiły się na działaniu bez jawnej wrogości do środowiska męskiego. Starania o indywidualne i seksualne stanowienie, równe traktowanie związków hetero- i homoseksualnych, ekologia i prawa obywatelskie będą miały większe szanse powodzenia, jeśli wystąpimy RAZEM jako społeczeństwo.

Może więc zostanę przy stwierdzeniu, że jestem kobietą. Kobietą, która lubi gotować (ale nie lubi, by ją do tego zmuszać), chętnie korzysta z męskiego wsparcia przy wnoszeniu zakupów na drugie piętro, pierze, prasuje i takie tam, ale gdy zechce odpala motocykl.

Bo kto powiedział, że tylko mężczyznom wolno?