Publicystyka

NieHeteroNormatywność

Milo Mazurkiewicz, osoba transpłciowa, wolontariuszka na rzecz LGBT:

Czasem (…) chcę zakończyć swoje życie tu i teraz. Czasami (…) po prostu chce mi się płakać. Chciałabym widzieć na horyzoncie jakąś nadzieję.

Zofia Klepacka, medalistka olimpijska, przeciwniczka karty LGBT:

To jest dla mnie nienormalne, dlatego będę czynić wszystko, aby nie dopuścić do takich rzeczy, chociażby publikując posty na Facebooku.

Niedowierzanie

Jest wieczór. Za nami przedreptane kilometry, w nogach czuję przyjemne zmęczenie. Zwiedziliśmy każdy zakątek miasta trzymając się jak najdalej od Rynku, który być może i jest wizytówką Krakowa, ale też znamy go bez mała jak własną kieszeń. Najpierw wycieczki klasowe, potem oprowadzanie zagranicznych klientów firmy. Hektolitry wypitej czekolady, poszukiwanie żółtej ciżemki za ołtarzem Wita Stwosza i hejnał z Wieży Mariackiej w końcu kiedyś się nudzą.  

Rocznicę ślubu postanowiliśmy świętować na Kazimierzu, którego nigdy dotąd nie odwiedziłam. Uwielbiam żydowski klimat, synagogi, cmentarze, nie wspominając o jedzeniu. I tego wieczoru, pomimo zmęczenia i mnogości wrażeń, nie mogliśmy spędzić w łóżku (a przynajmniej nie za szybko). Dwa kroki dzieliły nas od restauracji z kuchnią żydowską i klezmerską muzyką. Strawa dla ducha i ciała wprawiła nas w sentymentalny nastrój, więc wracając na poddasze hostelu zahaczyliśmy jeszcze o wegetariańską knajpkę na parterze, w której ktoś pięknie wygrywał melodię na pianinie. Jednak coś zakłócało spokój tego wieczoru. Raz za razem wybuchały głośne dźwięki znikając po chwili i pozostawiając nas w niemym zdumieniu. Trwało to od dłuższego czasu, wobec czego uznaliśmy, że pewnie w pobliżu znajduje się klub nocny. Zagadkę przyszło mi rozwiązać dość szybko, a efekt wprawił mnie w zdumienie i lekkie niedowierzanie.  

Nocny klub

Stałam w kolejce do toalety, a wybuchające dźwięki przybierały na sile, jakby były tuż przy moich uszach. Ludzi przybywało, ale nie wszystkim spieszno było do WC, oni… znikali w tajemniczym pomieszczeniu za moimi plecami! Postanowiliśmy sprawdzić co to za klub. Drzwi zamknięte, wystarczyło zastukać. Otworzył dość okazały facet, łypiąc na nas groźnie. Najwidoczniej uznał, że spełniamy standardy i możemy wejść. Jak się za chwilę okaże nie pasowaliśmy tam w ogóle, ale najwidoczniej udzielono nam kredytu zaufania. Tak oto, pierwszy raz w życiu, przez zupełny przypadek, trafiłam do klubu gejowskiego.

Czy czułam się nieswojo? Tak, ale tylko dlatego, że JA tam nie pasowałam. Byliśmy chyba jedyną parą hetero. Niemniej wszyscy bawiliśmy się fantastycznie. Owszem, kilka osób wyglądało dość nietypowo ze względu na odważny strój, ale w sposobie zachowania nie zauważyłam niczego, co różniłoby pary homo od hetero. Ot, młodzi ludzie na imprezie. Nie wiem jak bywa w innych tego typu miejscach, bo nie mam porównania, ale powiem szczerze, że z wielką chęcią wybrałabym się do takiego klubu w rodzinnym mieście.

Niesmak

Nieszczególnie przepadam za nadmiernym okazywaniem sobie uczyć w przestrzeni publicznej i dotyczy to wszystkich, bez względu na orientację. Krzykliwe transparenty i prostackie gesty zwyczajnie mnie rażą. Z tego powodu parady równości raczej budziły mój niesmak, ale przyglądając się bliżej środowisku LGBT zaczynam się przekonywać do zasadności takich manifestacji. Ludzie spychani poza margines czują się nie tylko dyskryminowani, ale są ofiarami przemocy. O ile homoseksualistą można się urodzić, tak homofobem jest się na własne życzenie!

Po ostatniej Paradzie Równości w Warszawie (czerwiec 2019) zrobił się duży szum w sieci. Ataki na osoby płciowo nienormatywne przybrały na sile. Poziom agresji poszybował bardzo, a do dyskusji włączyły się osoby publiczne (aktorzy, dziennikarze, sportowcy, politycy). Jestem pewna, że nie wolno milczeć, gdy komuś dzieje się krzywda, a ten ktoś nie jest w stanie obronić się sam.

Bojowniczka na wojnie z gender

Przede wszystkim należałoby zacząć od edukacji, bo nie wszyscy posiadają wiedzę, a sądzić chce każdy. Tymczasem bojowniczka na wojnie z gender,  pani Zofia Klepacka, w mediach społecznościowych publikuje filmy i wyraża własne opinie chcąc uchronić tym samym polski naród i polskie dzieci przed wirusem gender. Medalistka olimpijska, dla której koła na fladze olimpijskiej symbolizujące różnorodność i jedność ludzi nic nie znaczą,  piętnuje środowisko LGBT.  W filmie „Zmierzch. Ofensywa ideologii gender” (Telewizja Trwam) straszy warszawską kartą LGBT.

Najłatwiej indoktrynować najmniejsze dzieci, kiedy coś zaszczepimy w zalążku, ciężko to będzie potem wytępić.

twierdzi Zofia Klepacka.

O pedagogach zajmujących się w szkołach problemem homoseksualizmu też nie ma – delikatnie mówiąc – najlepszego zdania:

To jest dla mnie nienormalne, dlatego będę czynić wszystko, aby nie dopuścić do takich rzeczy, chociażby publikując posty na Facebooku.

A może by tak nie dopuścić do samobójstw nastolatków gnębionych przez kolegów z powodu „inności”?

Kacper, 14-latek z Gorczyna krótko po rozpoczęciu roku szkolnego wrócił do domu i powiesił się w swoim pokoju (2017).

Dominik, 14-latek z Bieżunia zaszczuty przez rówieśników powiesił się na sznurówkach od butów (2015).

O samobójstwie myśli 2/3 homoseksualnej młodzieży. Dokonują samookaleczeń, zażywają leki – wszystko po to, by przetrwać traumę, w której żyją.

Nieheteronormatywność

Określenie swojej tożsamości płciowej może nie być proste. Bywają osoby, które biologicznie są  mężczyznami lub kobietami, tymczasem psychicznie nie identyfikują się z jedną płcią. Osobom transpłciowym (i środowisku LGBT) przychodzi z pomocą poznańska organizacja Grupa Stonewall. I to ona jako pierwsza poinformowała o śmierci swojej wolontariuszki Milo Mazurkiewicz. Milo zabrakło siły do walki, 6 maja 2019 skoczyła z Mostu Łazienkowskiego. Jeden z ostatnich wpisów na FB zapowiadał, że może dojść do tragedii, ale jak twierdzą mający kontakt z osobami transpłciowymi, taka gorycz i rozdarcie towarzyszy im na co dzień, nie wiadomo kto z nich zdecyduje się krok ostateczny, nie sposób zareagować w porę. Tym bardziej, że wieczór poprzedzający samobójstwo, Milo spędziła w gronie znajomych śmiejąc się z opowiadanych żartów przy pizzy.  Zdaniem Grupy Stonewall jeden z ostatnich facebookowych wpisów Milo sugestywnie oddaje to, co czują osoby transpłciowe:

Mam dość. Mam dość tego, że jestem traktowana jak g**no. Mam dość ludzi (psychologów, lekarzy, terapeutów) mówiących mi, że nie mogę być tym, kim jestem, bo wyglądam w nieodpowiedni sposób. Traktujących mnie, jakbym to wszystko wymyśliła i potrzebowała papierów, aby to udowodnić. (…) Mówiących, że może powinnam przestać być (próbować być) sobą i zaczekać, aż inni lekarze i terapeuci zdecydują, że już mogę. (…) Czasem to daje mi więcej siły do walki. Czasem sprawia, że chcę zakończyć swoje życie tu i teraz. Czasami sprawia, że po prostu chce mi się płakać. Chciałabym widzieć na horyzoncie jakąś nadzieję. Chciałabym usłyszeć coś innego niż “kiedyś w końcu będzie lepiej”. Chciałabym żyć pełnią życia już dzisiaj, w tym momencie.

W dniu śmierci napisała tylko:

Przepraszam.

Czy w obliczu tak wielkich nieszczęść powinniśmy się skupiać na tym, by piętnować Parady Równości i wykazywać niestosowność transparentów użytych w marszu i parodiowanie symboli religijnych? Jak to jest, że Kościół systemowo dopuszcza nie tylko molestowanie i gwałcenie dzieci, ale też ukrywanie sprawców tych czynów, a jednocześnie wzywa do troszczenia się o estetykę krytyki Kościoła?

źródło: www.facebook.com/grupastonewall/posts/1584178875059086

W obliczu spraw ostatecznych tylko prawda będzie miała znaczenie, jak powiedział ksiądz Józef Tischner:

Zanim cię zbawią, trzeba wiedzieć, kogo zbawić. Musisz być sobą, bo jeśli będziesz kimś innym, to akurat zbawią tego innego, a nie ciebie.

Wokół nas

Gdyby tak otworzyć się na ludzi wokół nas, przyjrzeć im nieco dokładniej może się okazać, że na co dzień mamy kontakt z osobami o orientacji homoseksualnej. W moim środowisku zawodowym spotkałam dziewczynę, która nie jest aktywistką, nie mówi o swojej orientacji, ale wszyscy wiedzą, że mieszka z inną kobietą. Nie potwierdza, nie zaprzecza z prostego powodu – nikt jej o to nie pyta.

We „Wprost” możemy przeczytać rozmowę z Michałem Pirógiem (tancerz, choreograf), który już z okładki krzyczy:

Mam dość ukrytych gejów

Niby żartem wymienia nazwiska osób z show-biznesu i rozprawia z politykami prawicy. Celowo nie przywołam tu żadnego nazwiska celebryty, bo nie chcę rozsiewać plotek (zresztą wszyscy wiemy komu przypięto łatkę geja).

Publiczne deklaracje

Nie rozumiem dlaczego milczenie na temat swojej orientacji seksualnej miałoby być złe. Zdaniem Wojciecha Tochamana (reportażysta, dziennikarz) homoseksualizm to sprawa intymna. Wypowiedział się na ten temat dość jednoznacznie po publikacji (czerwiec 2016) w „Gazecie Wyborczej” listu otwartego do gejów i lesbijek, w którym zachęcano osoby publiczne do coming outów.   

Nikt nie ma prawa oczekiwać od kogokolwiek publicznych deklaracji w sprawach tak prywatnych. Z tym się można zgadzać lub nie. Małe tu jest pole do dyskusji. Jest wyjątek: kiedy ktoś głosi hasła homofobiczne lub głosuje przeciw prawom LGBT, a sam jest gejem – trzeba go wyoutować.

Innym razem pan Tochman instruował w jaki sposób, w świetle prawa, można zawrzeć jednopłciowe małżeństwo cywilne poza Polską. Czy trzeba zatem transparentów?

Poza pracą znam co najmniej dwóch gejów, a w zasadzie mam takie podejrzenie w stosunku do nich, bo znamy się wiele lat, choć pobieżnie i mogłam wysnuć takie wnioski obserwując ich życie przez ten czas. Mam wielką pokusę powiedzenia im, że rozumiem i akceptuję, ale czy którejś z moich heteroseksualnych koleżanek powiedziałabym to samo? Oczywiście, że nie! Przecież bycie hetero jest „normalne”.

No i zatoczyłam koło. Cały ten artykuł doprowadził mnie do punktu wyjścia. Niby taka tolerancyjna, otwarta, a jednak w stosunku do osób nie będących hetero ustawiam się w kontrze. Bo ja taka – oni tacy.

No właśnie, jacy?