Kultura, Sztuka

Babrać się w smutku. Filmowo-literacka recenzja.

Ten weekend przeciorał mnie porządnie. Nadrobiłam zaległości filmowo-literackie, a wybór padł na ciężkie pozycje. Nie żałuję. Co więcej – polecam. Może niekoniecznie jedno po drugim, chyba że ktoś lubi babrać się w smutku na całego, nie tylko zanurzyć kawałek palca. 

„Był sobie chłopczyk”

Ewa Winnicka przypomina historię Szymona z Będzina, którego ciało rodzice wrzucili do cieszyńskiego stawu. Ustalenie personaliów denata NN nazywanego przez funkcjonariuszy „Jasiem” zajęło dwa lata. Cała Polska żyła tą historią z małą przerwą, kiedy swoje 5 minut sławy przeżywała celebrytka nazywana „Mamą Madzi z Sosnowca”. Wtedy sporo się działo, a niema twarz Szymona choć wzruszająca, to jednak ciagle taka sama. Szymon umierał po cichutku. Trzy dni bólu z powodu perforacji po pęknięciu jelita. Przecież każdego czasem ponoszą nerwy, a to że cios był tragiczny w skutkach? No cóż, stało się. Ale oni kochali Szymonka. Zanim przewieźli jego ciało w bagażniku, upchnięte wcześniej w torbie, ubrali w odświętne ciuchy. Niech na ostatnią drogę ładnie wygląda, co nie? Beata (matka Szymona) radziła się Katarzyny Waśniewskiej (dzieciobójczyni) jak zeznawać, siedziały przez chwilę w tym samym zakładzie karnym. 

Beata, matka ośmiorga dzieci, z czego siedmioro trafiło do domów dziecka, a jedno do stawu. Beata – nie potrafiła kochać, bo nikt nie kochał jej. 

„Był sobie chłopczyk” – Magdalena Wdowicz-Wierzbowska. Zdjęcie pobrane ze strony czytamrecenzuje.pl

„Powrót” w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz

Opowiada historię Uli, córki marnotrawnej, która pojawia się kilka lat po zniknięciu. Dewocyjna matka, ksiądz alkoholik-erotoman, niechętni jej ojciec i starszy brat. Zaściankowe społeczeństwo, traumatyczna przeszłość, psychiatryk, zdjęcia nastoletniej Uli w niedwuznacznej sytuacji, które za sprawą chłopaka-sutenera mogą oglądać wszyscy.

Po co wróciła? Po jaką cholerę, wystawiając rodzinę na pośmiewisko, burząc spokój? Lepiej było, gdy płakali nie wiedząc co się z nią dzieje. Krzyż z tabliczką Ś.P. Ula Wysocka koił ich dusze. A teraz… Wraz z powrotem Uli nastało piekło dla całej rodziny. Przytargała je z czerwoną koronkową bielizną, którą matka znalazła w torbie. 

Zdjęcie: Filmweb.pl

Bardzo dobra gra aktorska Agnieszki Warchulskiej (matka) i Sandry Drzymalskiej (córka). Głosy krytyków, że historia jest przerysowana i pełna sprzeczności być może słuszne w swej istocie, ale tam, gdzie historia dotyka najczulszych emocji, racjonalne myślenie schodzi na dalszy plan. 

„Zaćma” dramat biograficzny w reżyserii Ryszarda Bugajskiego

„Zaćma” – Jacek Drygała, Kino Świat

Julia Brystigerowa znana jako „Krwawa Luna” zabiega o spotkanie z kardynałem Wyszyńskim. Stalinowska bezpieka i zło ukazane oczami komunistki, Żydówki, pułkownika UB, wyuzdanej i sadystycznej kobiety, która (podobno) lubowała się w przytrzaskiwaniu szufladą genitaliów młodych wyklętych. To film nie tyle o głównej bohaterce, co o grzechu i odkupieniu. Na szczególną uwagę zasługuje ksiądz Cieciorka, w którego wcielił się Janusz Gajos. Skrzywdzony przez komunistów (wypalili mu źrenice papierosami) spotyka się z Brystygierową podczas jej wizyty w ośrodku dla ociemniałych. Jest dla niego uosobieniem zła, z którym zetknął się w życiu. Czy potrafi zrozumieć? Czy jako osoba duchowna powinien zdobyć się na wybaczenie?

Bugajski nie daje klarownej odpowiedzi. Nie jest to trywialna historia o nawróceniu. To trudny i wielopoziomowy obraz cierpienia i próba radzenia sobie z nim zarówno przez ofiary jak i oprawców. 

____

Zachęcam do przeczytania artykułu o książkach Wojciecha Tochmana.

Krótki film na moim kanale YouTube “Przemijanie“.