Chorwacja. Jest Jeden Świat
Chorwacja,  Europa,  MotocykLOVE,  Porady podróżne

Wakacje w Chorwacji. Przez jeden drobiazg możesz nie przekroczyć granicy.

Lato w pełni i choć wielu zostanie w kraju, to sporej części z nas marzą się wakacje w Chorwacji. W miarę blisko, na pewno ciepło, ale jest jeden mały drobiazg, który może Ci skutecznie zablokować możliwość przekroczenia granicy. “Jak to?” – zapytasz – “przecież na stronie ministerstwa jest informacja, że granice otwarte i Polacy nie mają żadnych ograniczeń”. I tak i nie. Co zrobić żeby uniknąć rozczarowań? Zaraz Ci powiem.


Dwie zimy temu przed wypadem do Wietnamu

remont mieszkania (z wyburzaniem ściany i totalną demolką dwóch pomieszczeń) był na ostatniej prostej, ja na ostatnich nogach. Nie wyobrażałam sobie zostawienia ekipy (zaufanej ekipy) z fachowym poniekąd wsparciem w osobie mojego Taty. Z prostej przyczyny: po powrocie musiałabym zaczynać od odgruzowania mieszkania, albo radzić sobie z wyrzutami sumienia, że zrobiła to za mnie moja Mama. Szczęśliwie termin został dotrzymany i miałam czas doprowadzić do porządku domeczek i lecieć ze spokojną głową, ale i cholernie wykończona. O początkach ekspedycji poczytasz tutaj. Bardzo, bardzo pragnęłam położyć głowę na oparciu fotela i przespać cały lot. SPAĆ kilka godzin jednym ciągiem. Bo na miejscu nie czekały luksusowe hotele, ani nawet pół-luksusowe.

Jeśli obserwujesz blog wiesz dobrze, że ja nie nocuję w takich miejscach… Ba! Nawet nie w przyzwoitych. Czy to odbiera radość podróżowania? Wręcz przeciwnie, nadaje jej kolorytu (ale i wysysa energię). Tak więc jazda z wyczerpanym akumulatorem nie nastrajała pozytywnie. Niemniej od czego adrenalina, ta to potrafi zdziałać cuda i postawić na nogi migusiem.

Zero marudzenia

Co do warunków, po styczniowej eskapadzie do Indii nic, absolutnie nic nie jest mnie już w stanie zaskoczyć. Biorę na klatę wszystko jak leci. No chyba że nie leci, jak na przykład ciepła woda na północy Indii. Jesteś w Puszkarze (góry), śpisz w puchowej kurtce z naciągniętym kapturem na łeb, a i tak się telepiesz z zimna. Czy narzekam? NIE! Koloryt, już wspominałam. Króciutka relacja filmowa stamtąd do obejrzenia w TYM miejscu.

Pushkar
Poranek w Pushkarze…

Po każdym powrocie obiecuję sobie nagrodę w postaci egipskich palemek i snack baru przy basenie. Wizja mnie na leżaczku z książeczką, w lekkim półcieniu wydaje się właściwym rozwiązaniem. I co? I nic. Egipt owszem, odwiedziłam, a nawet nurkowałam (link), ale sto lat temu, kiedy jeszcze plastikowa bransoletka na nadgarstku była synonimem luksusu. Dziś odbierałabym ją raczej jak smycz, niemniej znam takich, którzy myślą inaczej, a skoro i mnie jawi się na krańcach wymęczonej wyobraźni taki obrazek, to nie jestem ani lepsza, ani gorsza. Wolnoć Tomku w swoich wyobrażeniach wspaniałych wakacji i nikomu nic do tego. Niemniej danego sobie słowa nie dotrzymuję. Egipcie – może kiedyś ponownie się spotkamy, póki co Europa wzywa, ale nie tak po prostu lecz kosztem bolącego dupska. Jak to? A za chwilę powiem.

Nie dam rady

Jakkolwiek mam potrzebę odetchnięcia i wyciszenia (znowu, znowu), tak nie potrafię wylegiwać się na plaży, spacerować wśród szumu fal (to jednak Bałtyk, Morze Czerwone nie dorasta naszemu do pięt). Paradoksalnie im więcej lat tym większa potrzeba ruchu. Czy to dobrze, czy źle? Tak i tak. Boję się, że syndrom niespokojnych nóg bierze się z przebodźcowania i chaosu dzisiejszego świata. Stąd tęsknota za ciszą. I na tym się kończy, bo nawet jeśli w perspektywie mam Adriatyk i bajeczne zatoczki muszę się tam dostać nietypowo. Ani samolotem (coronny argument covidovy trochę mnie stopuje jednak), ani samochodem (nuuudaaaa), ale motocyklem!

Rumunia. Jest Jeden Świat
Krótki postój w Rumunii. I krótka drzemka.

Już to przerabialiśmy kilka lat temu w Rumunii. Transfogarska i Transalpina (link) warte były niewygód. Mam więc nadzieję, że trasę Śląsk-Chorwacja (z przystankiem na Węgrzech) pykniemy z uśmiechem (chciałbyś… chciała… chciałabyś. Chciała!).

Wakacje w Chorwacji. Paradoksy na granicy

O ile Chorwacja otworzyła się na świat (i turystów), tak pod pewnymi (wykluczającymi się) warunkami.

Podczas przekraczania granicy nie ma obowiązku okazywania wyniku testu na koronawirusa. Po 28 maja zniknął też obowiązek wskazywania celu wjazdu, ale… sam cel podaje się obowiązkowo w tym formularzu. Czyli obywatele polscy nie są zobligowani do tłumaczenia się gdzie będą przebywać, jednak formularz został przygotowany jednakowo dla wszystkich niezależnie od narodowości i nie ma możliwości dopełnienia formalności bez wpisania adresu. A my na lajcie chcemy!

I jak tu wytłumaczyć strażnikowi granicznemu, że nie mamy rezerwacji? Może nie wpuścić. Teoretycznie czepiać się nie powinien, bo Polacy nie są zobowiązani do podawania miejsca pobytu, a praktycznie wjeżdżając na terytorium Chorwacji powinno się mieć wypełnione zgłoszenie ze wskazaniem miejscówki – link na stronie MSZ (można wypełnić na miejscu, ale to generuje przestoje).

Zgłoszenie zrobiłam, kemping na wyspie wpisałam, a to że rezerwacji nie zrobiłam pomińmy. Może się zatem okazać, że pocałujemy klamkę.

My chcemy do Chorwacji. Wszędzie!

Wspominałam kiedyś, że nasze wyprawy do Azji planuję minuta po minucie, motocyklowe zaś zostawiam Ulubionemu Mężowi? A on woli spontan (przy okazji recepta na udany związek – kompromis). Wytłumacz zatem strażnikowi (bardzo mi się tu chce napisać strażakowi, ale to nie ten pan), że ja NIE WIEM gdzie i kiedy będę. Rozumiem, że covid i takie tam względy bezpieczeństwa, ale nie wiem, nie wiem i wiedzieć nie chcę. Nie teraz.

Jako człowiek z pewnym stażem życiowym mam prawo unikać hałaśliwych skupisk ludzi, rozkosznych małych dzieci, rozbawionych młodych chłopców itepe. Jeśli więc miejscówka X mi się nie spodoba pojadę dalej jutro, pojutrze, a może i dziś. Brak planu to o dziwo (szacun Mężu) cholernie dobry plan!

Gdzieś na Trasie Transfogarskiej (Rumunia)

Wszystko zależy zatem od szczęścia, bo jeśli trafimy na służbistę – przygodę z Chorwacją możemy zakończyć u jej progu.

Mam w głowie kilka scenariuszy obejścia tej sytuacji, a każdy kolejny barwniejszy od poprzedniego. I nawet jeśli nie będziemy zmuszeni wcielać ich w życie spokojnie możesz nas nazywać Grażynką i Januszem (z całym szacunkiem dla Grażyn i Januszów rzecz jasna).

Chorwacja pokazuje, że z w czasie pandemii koronawirusa można żyć stosunkowo normalnie, z otwartymi granicami i odmrożoną gospodarką. Ale to wymaga dodatkowej ostrożności ze strony obywateli, większej dbałości o higienę i dezynfekcję, zachowania dystansu społecznego i odpowiedzialnych postaw

Powiedział minister. Trzymam pana za słowo. Jak coś, to się zdzwonimy. Mam nadzieję, że z panem można połączyć się tak bezproblemowo jak z naszym prezydentem (link).

No, to ja się pakuję

Motocykl. Jest Jeden Świat
Przepakowanko na trasie Koszyce (Słowacja) – Rumunia

– Namiot
– Śpiwory
– Materace samopompujące (po rumuńskiej masakrze moich kości na piankowej macie nigdy więcej)
– mały zestaw kuchenny, cobyśmy czasem jakieś śniadanie przyrządzili, a kto wie, może i kolację
– ciuchy (w tej materii można się ode mnie uczyć minimalizmu)
– klapki, sandały (jedziemy w pełnych buciorach)
– kindle (czytanie na wakacjach uważam za przyjemność większą, niż zimne piwo w pełnym słońcu)
– szampon, pastę itp.
– mini kanister z benzyną (bo kto wie co za niespodzianki kryją zawijasy niekończących się górskich przesmyków Jezior Plitvickich)
– spryskiwacz do szyb (no niestety, w tej machinie nie ma wycieraczek)

W sumie skromniutko. Jeden kufer i dwie sakwy pomieszczą. Nie pomieszczą? To się coś wyrzuci 😉 Na przykład… Nie!!! Kindle zostaje!

LWG!*

Motocyklem po rumuńskich zawijasach

*LWG lewa w górę. Mijający się na drodze motocykliści pozdrawiają się lekko unosząc lewą dłoń. I tylko lewą, bo prawą manetką dodaje się gazu. Albo ujmuje. Jak kto woli. I hamuje!   

Opowiadam o świecie i ludziach, którzy w nim żyją, czyli trochę o Tobie i o mnie. Dzielę relacjami z wypraw na własną rękę, najchętniej do Azji. Przyglądam się innym, zastanawiam kim są, jak żyją, za czym tęsknią. W przerwach od podróżowania opisuję magię teatru i zmagania, przed jakimi staje aktorka nieprofesjonalna, którą bywam. Podróżowanie w głąb siebie to zastanawianie się kim jestem i dokąd zmierzam. Bo w życiu poza celem liczy się sens istnienia, który nadają także inni ludzie, dlatego ważne kim się otaczasz.